28/12/2014 Suns vs Lakers

Opublikowane przez , 28 grudnia 2014 w Media, Gameday, 2014 – 15, 3 komentarze

BOXSCORE Phoenix Suns

Los Angeles Lakers

PREGAME W ostatnich dwóch spotkaniach przeciwko Phoenix Suns Kobe Bryant rzucił aż 70 punktów, jednak potrzebował do tego przyprawiających o ból głowy trenera 62 rzutów, w tym zawierał się niechlubny rekord z tego sezonu Black Mamby, czyli 37 oddanych prób z 4 listopada. Oba te spotkania Lakers oczywiście przegrali i to wyraźnie, a Bryant grał wyraźnie pod siebie, notując tylko cztery asysty w dwóch pojedynkach. Ten trend nie uległ zmianie przez cały listopad i połowę grudnia, z małymi wyjątkami, które tylko potwierdzają regułę – wrócił stary zły Kobe. Dziś w obliczu powrotu do składu (prawdopodobnego) lidera Jeziorowców wypada przyjrzeć się jak będzie wyglądać współpraca pięciokrotnego mistrza NBA i jego kolegów. Ci grając bez swojego lidera punktowego raz zdołali zaskoczyć wszystkich krytyków i pokonać najlepszy zespół w lidze Golden State Warriors, a dwukrotnie powalczyli z równie mocnymi teamami z Chicago i Dallas. Brakowało w nich (tych dwóch porażkach) jednakże ewidentnie gracza, który poderwie kolegów do walki i odciągnie uwagę obrony rywala, bowiem Nick Young i Jeremy Lin mieli słabszy rzutowo dzień. Kobe mógłby spełnić właśnie taką rolę, gdyż często zdarza się, że jest podwajany, a wówczas aż prosi się o odegranie do lepiej ustawionego kolegi. Tego chyba oczekuje od niego Byron Scott, wierzący w swojego gracza. Nie można się temu dziwić, w końcu Bryant to nadal świetny gracz, lecz musi on zrozumieć, iż nie jest w stanie sam seriami zdobywać punktów i wygrywać w pojedynkę spotkań. Powinien on zaufać swoim kolegom. Swaggy P pozostawiony bez opieki to zabójczy strze1ec. Jeremy Lin znakomicie potrafi napędzać kontrataki, a jego dwójkowe zagrania pick&roll z Edem Davisem są niezwykle skuteczne, a również widowiskowe. Co dla niektórych fanów w Staples Center jest równie ważne. Pod koszem Lakers także mają sporo talentu, co wręcz trzeba wykorzystać przeciwko Phoenix Suns, którzy grają bardzo często niską piątką bez prawdziwego centra. Ciekaw jestem tego spotkania, bo Byron Scott zapowiada wprowadzenie usprawnień z Bryantem w roli głównej i jeśli powiedzie się to w starciu z gorącymi ostatnio Suns może to być pewien przełom. Phoenix wszak to swego rodzaju sensacja z tego sezonu, cały czas walcząca o playoffs na chyba najsilniejszym w historii Zachodzie. Dość powiedzieć, że ekipa Jeffa Hornacka rywalizuje o ósme miejsce, ale równie dobrze może skończyć sezon na 12 lokacie. Czołówka jest piekielnie mocna i prawdopodobieństwo awansu na chociażby szóstą pozycję równe jest zeru. Ba, na siódmym obecnie są mistrzowie ligi z San Antonio i oni także pragną jak najszybciej wzbić się w górę, kiedy tylko uporają się z problemami wewnętrznymi (liczne kontuzje). Jak w tak silnej konferencji awansować do Playoffów mają Lakers? W takim składzie i bez jakiejkolwiek defensywy jest to chyba niemożliwe. Bilans 9-21 dobitnie pokazuje, że w Mieście Aniołów bez wielkich zmian obejść się nie może. Na razie jednakże powolutku Byron Scott wprowadza małe usprawnienia, przynajmniej w grze Kobe Bryanta. Jak to wyjdzie przekonamy się już dziś o 3.30 czasu polskiego.

Prawdopodobne pierwsze piątki:
C. Jordan Hill – Alex Len
PF. Ed Davis – Markieff Morris
SF. Wesley Johnson – P.J. Tucker
SG. Kobe Bryant – Eric Bledsoe
PG. Ronnie Price – Goran Dragic

Kontuzje:
S. Nash: Ból ple­ców – Out do końca sezonu
J. Ran­dle: Zła­mana kość pisz­cze­lowa – Out do końca sezonu
X. Henry: Zerwane ścię­gno Achil­lesa – Out do końca sezonu
R. Kelly: Roze­rwane ścię­gno udowe – Out
K. Bry­ant: Odpoczynek – Prawdopodobnie wystąpi

Data:
28 grudnia 2014, wtorek o 3:30 czasu polskiego w hali Staples Center, Los Angeles

POSTGAME Kobe Bryant jednak zagrał w dzisiejszym spotkaniu z Phoenix Suns, ale nawet to nie pomogło Lakers odnieść 10 zwycięstwa w sezonie. Black Mamba zagrał tak jak oczekiwali od niego krytycy, kibice, trener, a także koledzy. Grał zespołowo, dużo podawał i nie rzucał z nieprzygotowanych pozycji. Gdyby jego koledzy byli troszkę bardziej skuteczni pod koszem mógłby dziś mieć nawet double-double, a tak skończył mecz z dorobkiem 10 punktów 7 asyst i 8 zbiórek. Napędzani przez niego Lakers w ataku wyglądali dość przyzwoicie. Udało im się wyrównać rekord sezonu pod względem trafionych rzutów zza łuku (12), uczynili to na całkiem niezłej skuteczności, 12/20, a w całym spotkaniu trafili aż 52% rzutów z gry, czego nie oglądaliśmy zbyt często w tych rozgrywkach. Niestety dodali do tego także 17 strat, z czego sam Kobe miał ich 5, a to przełożyło się na 25 zdobytych punktów przez Phoenix. I to one zadecydowały w ostatecznym rozrachunku o wygranej gości. Mecz był bowiem niezwykle wyrównany. W pierwszej połowie to Lakers cały czas prowadzili, w pewnym momencie ich przewaga wynosiła nawet 8 punktów. Jednakże za każdym razem gdy chcieli uciec bardziej Phoenix ich doganiali. Oni także trafili dziś ponad 50% swoich rzutów, a ponadto byli lepsi w trafieniach z linii (79% przy 55% Lakers), mieli mniej strat i dużo lepiej bronili. Kiedy trzeba było po prostu podkręcili tempo i uciekli gospodarzom na kilka punktów z łatwością. W ich drużynie nie do zatrzymania byli Erick Bledsoe (22pkt 8 zb 8as 4 prz) i Goran Dragic (24 pkt 4/6 za 3), swoje dodał z ławki Isaiah Thomas, a także bracia Morris. Ekipa Jeefa Hornacka pokazała dlaczego wygrała właśnie 6 mecz z rzędu i walczy o playoffs na niezwykle mocnym Zachodzie. Lakers w odróżnieniu od meczu z Mavericks słabo dziś zbierali i przegrali walkę na tablicach z Suns, którzy grają często niską piątką, bez centra. To właśnie jedna ze zbiórek w ofensywie Phoenix, na nieco ponad minutę przed końcem była fatalna w skutkach, bo rzut później oddany zwiększył przewagę do 5 punktów i ostatecznie rozstrzygnęła losy tego wyrównanego spotkania. Po stronie Lakers na pewno na wyróżnienie zasługują rezerwowi Lin i Young, którzy zdobyli łącznie 40 punktów. Swaggy P miał 4 celne trafienia zza łuku, a Jeremy był niezwykle skuteczny pudłując jedynie 3 z 11 oddanych rzutów. Jednakże to było za mało na świetnie dysponowanych Phoenix Suns.

Liderzy:
Punkty: Nick Young (21)
Zbiórki: Kobe Bryant i Ed Davas (8)
Asysty: Kobe Bryant (7)
Przechwyty: Kobe Bryant (2)
Bloki: Trzech graczy (2)

P.S. Jeżeli twój podstawowy center ma jedną zbiórkę przeciwko drużynie grającej niską piątką, wiedz, że coś się dzieje.

RELACJA


FULL GAME Nie­stety, nie masz upraw­nień aby zoba­czyć ten wpis.
HIGHLIGHTS
VIDEOS
WYWIADY

3 komentarze

  1. DrJ

    Young pokazał swag w drugiej kwarcie z tymi trójkami. Piątka Bledsoe – Dragić – Tucker – Markieff – Len nie do zatrzymania dla nas. I tak jak napisał Karol- jeśli twój center ma 1(słownie: jedną) zbiórkę, grając często przeciwko 3 guardom, to…rzeczywiście coś się dzieje. Niestety potwierdza się to,co kiedyś pisałem- Bryant coraz gorzej sobie radzi z mocniejszą obroną perimeter. Ostatnio Roberson, teraz PJ Tucker. Wiadomo,że to topowi (a Roberson przynajmniej zaraz takim będzie) obrońcy, a wydaje mi się,że głównie KB fizycznie i kondycyjnie ustępuje w tych pojedynkach.

  2. DrJ napisał(a): Roberson przynajmniej zaraz takim będzie.

    Statystycznie, jest już lepszy od TA, ale to jeszcze bardzo mały "kawałek statystyki".

  3. DrJ

    Dokładnie tak, pewnie już widziałeś http://www.vantagesports.com/#story/VJGXHCcAACkAFTkA/andre-roberson-the-nbas-most-disruptive-perimeter-defender

    Liczyłem kiedyś(w czasach,gdy ludzie podchodzili do telewizorów żeby zmienić kanał),że Wes Johnson będzie takim stoperem. Niestety http://stats.nba.com/vs/#!/advanced?PlayerID=202325&VsPlayerID=203460&range=2013&range=2014

Skomentuj