28/10/2016 Lakers vs Jazz

Opublikowane przez , 28 października 2016 w Media, Gameday, 2016 – 17, 5 komentarzy

BOXSCORE Los Angeles Lakers

Utah Jazz

PREGAME Przed Jeziorowcami drugi pojedynek w sezonie zasadniczym 2016/17. Po zwycięstwie nad Houston Rockets, koszykarze z Miasta Aniołów udali się do Salt Lake City, gdzie dziś rozpoczną swoją czteromeczową serię wyjazdową. Ich pierwsi rywale – Utah Jazz, przegrali swój mecz otwarcia z Portland Trail Blazers 104-113. I to pomimo 29 punktów ze strony Joe Johnsona oraz 26 autorstwa Rodney’a Hooda. Z drugiej strony jednak Damian Lillard or C.J. McCollum łącznie zanotowali ich aż 64, więc chyba nie ma się co dziwić takiemu wynikowi końcowemu. Obrona Jazz miała ogromne problemy z zatrzymaniem wyżej wymienionej dwójki, ale za to przynajmniej w ataku spisywała się fantastycznie. Potwierdza to m.in. 100% skuteczność z linii rzutów osobistych oraz 48.8% z gry. Ponadto warto także podkreślić, że Jazzmani popełnili tylko 11 strat, co dla obecnych Lakers wydaje się być na razie niemożliwe do osiągnięcia. Mimo to podopieczni Luke’a Waltona nie będą bez szans w starciu ze swoim kolejnym rywalem. Co prawda występ w Vivint Smart Home Arena na pewno nie będzie łatwy, ale po stronie gospodarzy na pewno zabraknie Gordona Haywarda, a z kolei występy Derricka Favorsa oraz Rodney’a Hooda stoją pod znakiem zapytania. Brak tej trójki byłbym sporym osłabieniem dla ekipy, która w dużej mierze bazuje na ich umiejętnościach. Jeżeli więc głośni kibice zgromadzeni w hali nie wpłyną za bardzo na postawę gości (co w przypadku młodego zespołu jest jednak raczej mało prawdopodobne), to być może będziemy świadkami emocjonującego pojedynku. A przy dobrych wiatrach, zawodnikom złota i purpury uda się odnieść drugą wygraną z rzędu.

Prawdopodobne pierwsze piątki:
C. Timofey Mozgov – Rudy Gobert
PF. Julius Randle – Boris Diaw
SF. Luol Deng – Rodney Hood
SG. Nick Young – Joe Johnson
PG. D’Angelo Russell – George Hill

Kontuzje:
J. Calderon: Łydka – Występ stoi pod znakiem zapytania

A. Burks: Kolano – Out
G. Hayward: Palec – Out
D. Favors: Kolano – Występ stoi pod znakiem zapytania
R. Hood: Kostka – Występ stoi pod znakiem zapytania

Data:
28 października, piątek o 3:00 czasu polskiego w hali Vivint Smart Home Arena, Salt Lake City

POSTGAME Niestety Los Angeles Lakers przegrali na wyjeździe z Utah Jazz 89-96, choć mecz tak naprawdę był do wygrania. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana. Zespoły co chwilę wymieniały się prowadzeniem i trudno było stwierdzić, która ze stron ma przewagę. Dopiero pod koniec pierwszych 24 minut gry, Jazz przycisnęli w obronie, wykorzystali kilka błędów Lakers i objęli 5-ciopunktowe prowadzenie. Mówiąc krótko – postawili swoje warunki gry i trzymali się ich również w trzeciej kwarcie, którą przez ponad 3/4 zdominowali w defensywie. Jeziorowcy nie potrafili przełamać drugiej linii gospodarzy, a z kolei po drugiej stronie parkietu, Timofey Mozgov bardzo szybko złapał kilka przewinień, przez co w efekcie po trzech minutach ćwiartki goście już nie mogli faulować. To bardzo spowolniło grę i spowodowało, że co chwilę mieliśmy przerwy w grze. To oczywiście działało na korzyść Jazzmanów ale tylko do czasu. Gdy bowiem gospodarze wyszli na swoje największe 11-puntowe prowadzenie, 16-stokrotni mistrzowie NBA w końcu się przebudzili. Podopieczni Luke’a Waltona zaczęli odrabiać straty, w czym duży udział miał Lou Williams. Pod koniec kwarty role się odwróciły i po trójce Sweet Lou, to Lakers wyszli na prowadzenie. Od tego momentu ponownie oglądaliśmy wymianę ciosów. Walton postanowił zmienić taktykę z punktowania w polu trzech sekund, na rozciągnięcie defensywy Jazz i przerzuceniu ciężaru gry na obwód. Niestety jednak w pewnym momencie atak gości się zatrzymał, a z kolei gospodarzy rozkręcił. Utah wykonało run 11-0 i na ostatnie pięć minut prowadziło siedmioma oczkami. Lakers co prawda próbowali jeszcze odrabiać straty, ale na każde ich zagranie, odpowiedź mieli zawodnicy Quinna Snydera, a szczególnie George Hill. W samej końcówce straty do jednego oczka próbował zmniejszyć D’Angelo Russell ale jego trójce niewiele zabrakło aby wpaść do kosza. Po drugiej stronie natomiast z osobistych punkty zdobył Hill i w ten sposób zamroził mecz. Jeziorowcom przede wszystkim zabrakło lepszej gry ze strony ich podstawowego rozgrywającego (FG 3-14) oraz Jordana Clarksona (FG 2-9). Do tego mieli także problemy z faulami, przez co Jazz oddali aż 40 prób z linii rzutów osobistych, co bardzo pomogło im w zanotowaniu wygranej. Mimo to drużynie złota i purpury należą się brawa za walkę do samego końca na tak trudnym terenie. Oby ta porażka ich nie podłamała i w Oklahomie City również byli zmotywowani do gry.

Liderzy:
Punkty: Lou Williams (17)
Zbiórki: Luol Deng (12)
Asysty: Lou Williams (6)
Przechwyty: Luol Deng, D’Angelo Russell (2)
Bloki: Julius Randle, Timofey Mozgov (2)

P.S. W pierwszej połowie urazu kolana nabawił się Brandon Ingram ale nie wydaje się on być na tyle poważny, aby miał go wykluczyć z gry. Mimo to jednak zdecydowano się oszczędzić pierwszoroczniaka, który nie wybiegł na parkiet w drugich 24 minutach gry.

FULL GAME Nie­stety, nie masz upraw­nień aby zoba­czyć ten wpis.
HIGHLIGHTS

5 komentarzy

  1. Obejrzałem za wyjątkiem pierwszej kwarty.

    Mecz do wygrania (o ile mnie pamięć nie myli, jeszcze w połowie 4 kwarty przez moment prowadziliśmy), choć ostatecznie czegoś zabrakło. Czego?
    W pierwszej kolejności lepszego meczu Russella. Ma prawo jako tak młody gracz notować wahania, więc to nie zarzut w stosunku do niego, po prostu stwierdzam fakt. Utah to niezwykle trudny teren dla niskich, pomalowane nie do zdobycia, a na dystansie niestety dzisiaj nie siedziało.

    W drugiej kolejnści, lepszej egzekucji w ofensywie (pod koniec 2 kwarty i na początku trzeciej praktycznie przestaliśmy punktować), co odbiło się na wyniku. Huertas obijał od obręczy rzuty, które zwykle trafia, D’Angelo również nie mógł się wstrzelić. Duża zasługa w tym Goberta, który w pomalowanym wraz z Favorsem rządził i dzielił.

    W trzeciej, defensywy. Randle nie dał sobie rady w kluczowym momencie z Hillem, który wjeżdżał wówczas w pomalowane z niezwykłą łatwością. Troszkę zbyt łatwo dał się wyrzucić z gry Mozgov (złapał w krótkim odstępie czasu chyba 4 przewinienia), a szkoda, bo grał dzisiaj, podobnie zresztą jak przedwczoraj, dobre spotkanie. Postawa Rosjanina to zresztą dla mnie największe zaskoczenie in plus pierwszych 2 spotkań. W obronie imo na oko wypada dobrze (aktywny na bloku, przy pickach nieźle), w ofensywie nadzwyczaj solidnie – nie ma może tak miękkiego nadgarstka jak Pau, ale rolując do kosza bardzo często punktuje, bądź staje na linii, a tam zwykle się już nie myli (dzisiaj chyba 100% skuteczność).

    Na plus najlepszy w ekipie Lou. Pociągnął nas do odrobienia strat, będąc w ofensywie najpewniejszym punktem zespołu.

  2. dla mnie dzisiaj gra w ofensywie wyglądała jakby chłopaki w ogóle nie mieli pomysłu :-( A przecież ofensywa to ich największa broń. Czy tylko mi się wydaje, ale chłopaki słabo stawiają zasłony?

  3. DrJ

    Randle np. w ogóle nie potrafi stawiać zasłon. Nie wymagam tego od gościa z tak niskim koszykarskim IQ, tak jest po prostu. To było w ubiegłym sezonie, teraz jest minimalnie lepiej


    Jeszcze cytat z @Januarego:

    Co do Waltona – pod jego wodzą już niemal w ogóle nie wpieniają mnie Lou Williams i Nick Young – czyli unbelievable. Skończyło się pałowanie rzutów, zaczęło myślenie i odegrania w ataku, a przede wszystkim maksymalne zaangażowanie w defensywie. Poważnie, Lou Williams zapie*ala ze wszystkich sił w obronie i nieźle mu to wychodzi momentami – uwierzyłby ktoś?

    Lodu trochę J:), to tylko dwa mecze.

  4. + niemal cały preseason… ;)

    Zmiana na zasadzie z "oddać ich za cokolwiek, albo i dopłacić (Young kilka miesięcy temu)" na przestali mnie irytować, bo grają to co ma grać jest dość znacząca.

  5. Na plus Loul Deng , Williams i Black reszta zawiodła i przede wszystkim Russel i Clarkson :(

Skomentuj