22/01/2016 Spurs vs Lakers

Opublikowane przez , 22 stycznia 2016 w Media, Gameday, 2015 – 16, 0 komentarzy

BOXSCORE San Antonio Spurs

Los Angeles Lakers

PREGAME Lakers podejmą dziś najsilniejszą drużynę ostatnich lat i swojego największego wroga. Co prawda w ostatnich latach ta rywalizacja straciła na atrakcyjności przez słabsze wyniki Jeziorowców, lecz wciąż dla fanów obu ekip jest to prestiżowe spotkanie i kibice z Teksasu mają wiele do udowodnienia tym z Miasta Aniołów. Innego zdania jest jednakże Greg Poppovich, który zdecyduje się prawdopodobnie oszczędzić swoje największe gwiazdy w tym meczu. Tony Parker na pewno nie zagra, bo zmaga się z urazami i coach ekipy z Teksasu oszczędza go kiedy tylko może. Tim Duncan i Manu Ginobilli także pewnie obejrzą ten pojedynek siedząc sobie spokojnie w garniturach. Lecz nie spodziewajmy się w tej roli zobaczyć Kobe Bryanta, który po obecnych rozgrywkach kończy karierę i są to dla niego ostatnie spotkania przeciwko Spurs. A na takie mecze Bryanta nigdy nie trzeba było dodatkowo motywować. Wszyscy pamiętają niesamowite serię playoffs z 2002, 2004 czy 2009 roku. Tamte starcia to była kwintesencja koszykówki, piękno tego sportu samo w sobie. Aż w sercu człowieka ściska gdy pomyśli, że te pojedynki pomiędzy wielkimi legendami niedługo przejdą do historii. Że Kobe już nigdy nie zmierzy wzrokiem Poppovicha, po kolejnej niekonwencjonalnej zagrywce (patrz Hack a Shaq). Że Duncan już nigdy nie rozłoży bezradnie rok po wielkim rzucie Bryanta, na którego żadna defensywa nie byłaby w stanie zareagować. Te czasy to już przeszłość, dlatego cieszmy się tymi chwilami, które nam pozostały, bo nie wiadomo kiedy znowu przyjdzie nam śledzić tak barwną i zacięta rywalizację, która jakby nie patrzeć napędzała koniunkturę ligi NBA w pierwszym dziesięcioleciu tego wieku. W jakże trudnych komercyjnie czasach, po odejściu Michaela Jordana. Tacy gracze jak Kobe czy Tim rodzą się raz na kilkadziesiąt lat i długo jeszcze w San Antonio i Los Angeles będą za nimi tęsknić. Szybciej na pewno otrząsną się Spurs, którzy w osobach Leonarda i Aldridge’a budują już teraz nową potęgę, mającą rywalizować z Warriors. Lakers są tymczasem na odwrotnym biegunie i nie wydaje się aby ich sytuacja miała ulec poprawie. Przynajmniej nie dopóki ich wybory w drafcie nie zaczną grać tak jak od nich tego oczekiwano. Obecnie wydaje się jednak, że zarówno Russell jak i Randle mogą okazać się niespełniony gwiazdami, które nigdy nie udźwigną tej wielkiej presji jaką jest gra w Mieście Aniołów.

Prawdopodobne pierwsze piątki:
C. Roy Hibbert – Tim Duncan
PF. Larry Nance Jr. – LaMarcus Aldridge
SF. Kobe Bryant – Kawhi Leonard
SG. Lou Williams – Danny Green
PG. Jordan Clarkson – Tony Parker

Kontuzje:

Data:
22 stycznia 2016, piątek o 4:30 czasu polskiego w hali Staples Center, Los Angeles

POSTGAME W 10 rocznice niesamowitego występu Kobe Bryanta, który w 2006 roku zdobył przeciwko Toronto Raptors 81 punktów, Spurs nie dali szans Los Angeles Lakers. Niespodziewanie dla fanów w Staples Center trener rywali nie zdecydował się oszczędzić swoich największych gwiazd. Zagrało całe wielkie trio, które od lat stanowi o sile ekipy z San Antonio i nie raz nie dwa dało się we znaki Black Mambie i Jeziorowcom. Goście za sprawą Manu Ginobilliego od początku przejęli inicjatywę i nie dali większych szans na zwycięstwo Lakers. Argentyńczyk mimo swojego wieku i licznych kontuzji, wciąż ma przebłyski dawnej świetności i dzięki temu, że gra dużo mniej minut, może częściej zaprezentować niemałe umiejętności. Dziś zdobył najwięcej punktów w sezonie, trafił 9 z 10 rzutów, dodając do tego 4 zbiórki, 4 asysty, 5 przechwytów i 2 bloki. To był znakomity występ po obu stronach parkietu i nic dziwnego, że Greg Poppovich tak chucha i dmucha na swoich podstarzałych gwiazdorów. Nie ma bowiem w NBA zbyt wielu graczy, nawet patrząc na tych młodych i zdolnych, którzy są w stanie wykręcić takie numerki. A jeśli dodamy do tego dwóch pozostałych doświadczonych koszykarzy w osobie Tony Parkera i Tima Duncana, mamy niesłychanie silną kadrę. Spurs wygrali po raz 13 z rzędu i wydaje się, że tylko Golden State są w stanie ich powstrzymać. Lakers nie przegrali bardzo wysoko, ale też nigdy nie byli na tyle blisko gości, by myśleć o wygranej. Kobe Bryant zaliczył kolejny fatalny występ, w którym zaliczył tylko 5 punktów i trafił 2 z 9 rzutów. Była to najmniejsza liczba oczek, jaką zdobył w starciach przeciwko drużynie Grega Poppovicha w całej swojej karierze. Najlepszy po stronie gospodarzy był rookie D’Angelo Russell, zdobywca 18 punktów. Jednakże ani on, ani miażdżąca przewaga Jeziorowców na tablicach nie była w stanie pomóc gospodarzom. Różnica klas była aż nadto widoczna, szczególnie w sposobie gry Spurs, którzy nie musieli się zbytnio wysilać, by odnieść kolejną wygraną. Widać było, że oszczędzają oni siły na starcie gigantów, jakie będzie miało miejsce już w poniedziałek. San Antonio po raz pierwszy w tym sezonie podejmą ekipę Warriors i to w Oakland, gdzie ci są niepokonani od niepamiętnych czasów. To będzie prawdziwa uczta koszykarska, której nawet kibice innych drużyn nie mogą odpuścić.

Liderzy:
Punkty: D’Angelo Russell (18)
Zbiórki: Julius Randle (14)
Asysty: Kobe Bryant (6)
Przechwyty: Roy Hibbert, D’Angelo Russell, Anthony Brown (1)
Bloki: Brandon Bass (3)

FULL GAME Nie­stety, nie masz upraw­nień aby zoba­czyć ten wpis.
HIGHLIGHTS
WYWIADY

Skomentuj