Lakers zawiedli w samej końcówce miesiąca

Na początku miesiąca podopieczni Byrona Scotta przegrali 9 z 10 rozegranych spotkań. Po 22 marca jednak ich bilans to trzy zwycięstwa i trzy porażki. Mimo więc, że Lakers ogólnie wygrali tylko 4 z 16 rozegranych spotkań, co statystycznie w kontekście draftu nie wygląda źle, tak jednak ostatecznie marzec okazał się być jednym, wielkim rozczarowaniem. A wszystko właściwie przez zwycięstwo z 76ers, które tak naprawdę jest porażką zespołu i może ono kosztować go nawet utratę wyboru w tegorocznym drafcie. Przez to teraz każda taka niepotrzebna wygrana będzie z pewnością niepokoić i negatywnie odbijać się na nastrojach fanów, które przecież i tak są już złe. Marzec wyglądał całkiem dobrze na papierze aż do ostatniego meczu. Niektórym może to wydawać się śmieszne ale niestety taka jest prawda – Lakers mają aż dwa mecze przewagi do 76ers i tylko dwa mecze straty do Magic, którzy obecnie przegrywają wszystko co się da. Na Jeziorowców natomiast czekają w kwietniu dwa spotkania z Sacramento Kings i po jednym z Denver Nuggets oraz New Orleans Pelicans, którzy na wyjeździe przecież nie radzą sobie najlepiej.

Ale zostawmy na razie kolejny miesiąc rozgrywek i wróćmy do marca. Ten tak jak pisałem wyżej, byłby „udany” gdyby nie zwycięstwo z 76ers. Lakers nie sprawili raczej żadnych niespodzianek (poza tą w Minneapolis), a nawet udało im się przegrać z Knicks (chyba nikt nie wie jak to się stało). Choć większość spotkań przegrywali, tak ogólnie zaprezentowali się z niezłej strony, a Jordan Clarkson i Jabari Brown mogli się przy tym wszystkim cały czas rozwijać. Niestety chyba jednak obaj gracze rozwinęli się aż za bardzo, stąd też te dwie niepotrzebne wygrane. Clarkson w ciągu ostatnich 31 dni notował średnio 15.8 punktów, 4.8 zbiórek i 5.2 asysty na mecz (FG 45.2%). Brown z kolei może pochwalić się średnimi na poziomie 9.4 oczek  przy 50% skuteczności, w tym 45.8% zza łuku w 24.5 minuty spędzane na parkiecie. To całkiem nieźle jak na kogoś, kto otrzymał tylko 10-dniowy kontrakt i zastępuje kontuzjowanego Nicka Younga. Gra tej dwójki zdecydowanie mogła się podobać i spowodowała, że Lakers w kilku meczach przez długi czas byli w grze.

Czytaj więcej

30/03/2015 Lakers vs 76ers

30/03/2015 Lakers vs 76ers

Niestety – ostateczny rezultat spotkania Lakers z 76ers to prawdziwy koszmar dla każdego fana złota i purpury. Jeziorowcy wygrali po dogrywce za sprawą celnego trafienia spod kosza Jordana Clarksona 113-111. Tym samym właściwie nie mają już szans na znalezienie się niżej od Sixers, a do tego niewiele im brakuje aby przeskoczyć Magic i awansować o jedną pozycję wyżej. Jeszcze w pierwszej kwarcie wyglądało to wszystko bardzo obiecująco. Gospodarze objęli prowadzenie 28-17, a gościom dawał się we znaki brak Jeremy’ego Lina. Jednak ekipa z Kalifornii szybko się odbudowała i już w kolejnej ćwiartce okazała się być lepsza o 12 oczek. Druga połowa natomiast była bardzo wyrównana i żadna ze stron nie odpuszczała aż do samego końca. Co prawda można się było tego spodziewać ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że Sixers nie stawili się na ten mecz w obronie. Podopieczni Bretta Browna grali tylko po jednej stronie parkietu, przez co Jeziorowcy rzucali aż na 48.8% skuteczności (8.2% wyższej od ich rywala). Jordan Clarkson natomiast zrobił prawdziwe show w Wells Fargo Center zdobywając 26 punktów oraz rozdając 11 asyst. Nie gorsi byli także Jabari Brown (22) oraz Wayne Ellington (20), a nawet Ryan Kelly (16). 76ers w całym spotkaniu zanotowali tylko 1 blok, natomiast Lakers zapisali ich na swoim koncie aż 10. To właśnie prędzej zawodnicy z Miasta Aniołów przyłożyli się do gry w defensywie, niż 11 pod tym względem drużyna w NBA. Gospodarze szczególnie zawiedli w ostatnich 3-4 minutach gry. W mgnieniu oka stracili swoje 8-punktowe prowadzenie i pozwolili 16-stokrotnym mistrzom ligi przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie, którzy następnie po dwóch celnych osobistych Clarksona doprowadzili do dogrywki. Tam z kolei byli lepsi przez większość czasu i jedynie Nerlens Noel spowodował, że mieliśmy emocjonującą końcówkę. Szkoda tylko, że zespół z Philadelphii nie postawił kropki nad i. Nie pomogło mu w tym nawet 20 ofensywnych zbiórek, z których padło wiele punktów z ponowień, czy też 15 oczek z kontrataków. Trudno oprzeć się wrażeniu, że 76ers było stać na więcej w tym spotkaniu i spokojnie mogli odnieść swoje 19 zwycięstwo w sezonie. Lakers natomiast skutecznie wykorzystali każde potknięcie rywala w decydujących momentach i po raz drugi pokonali jedną z najgorszych drużyn na Wschodzie. Oby jednak nie zdarzało się to częściej, gdyż do końca sezonu zasadniczego w NBA, pozostało już naprawdę niewiele czasu.

Czytaj więcej

Pożegnanie Steve’a Nasha

Po 19 latach gry w NBA, Steve Nash w wieku 41 lat wreszcie postanowił zakończyć swoją profesjonalną karierę. Wybrany w drafcie 1996 roku przez Phoenix Suns Kanadyjczyk, miał okazję reprezentować barwy ekipy z Arizony, Dallas Mavericks, a ostatnio także Los Angeles Lakers. Choć jego przygoda w Mieście Aniołów nie wyglądała tak, jak chciałyby władze złota i purpury, a fani zespołu częściej oglądali jego zdjęcia prywatne, niż z kolejnych meczów w lidze, tak jednak nie powinno to negatywnie wpływać na jego ogólną karierę. Nash bowiem to przecież m.in. dwukrotny MVP sezonu zasadniczego, ośmiokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, trzykrotny członek Pierwszej Piątki NBA, dwukrotny mistrz NBA Skills Challenge, czy też czterokrotny członek klubu 50–40–90. Jego kariera nie wiąże się jednak tylko z samymi osiągnięciami ale także z zupełnie nowym poglądem na pozycję rozgrywającego i stylem gry w NBA, który zaimplementował Mike D’Antoni. I właśnie chyba to wszyscy zwolennicy koszykówki najbardziej zapamiętają z przygody Steve’a w lidze. Kanadyjczykowi tak naprawdę zabrakło tylko jednego – mistrzostwa. Kończąc swoją karierę dołączył do długiej listy wybitnych graczy, którym nigdy nie udało się zdobyć upragnionego pierścienia. Jest to coś, co na pewno zawsze będzie w pewien sposób nękać byłego rozgrywającego ale z drugiej strony Nash wie, że dał z siebie wszystko i jak sam przyznaje, nie ma sobie nic do zarzucenia. Na pożegnalnej konferencji prasowej zorganizowanej tydzień temu we wtorek, Steve opowiedział m.in. o swojej karierze w NBA, czasie spędzonym w Phoenix oraz Los Angeles, stanie zdrowotnym, a także poruszył kwestię przyszłości. Całość możecie przeczytać w rozwinięciu tekstu.

Czytaj więcej

29/03/2015 Lakers vs Nets

29/03/2015 Lakers vs Nets

Lakers polegli znacznie w pierwszej kwarcie i to ona ustawiła mecz. Później Nets kontrolowali już tylko tempo i nie dali się Jeziorowcom zbliżyć na mniej niż 3 punkty. Ba, dość powiedzieć, że goście ani razu nie prowadzili, mimo, że w końcówce napędzili stracha gospodarzom. Lopez i Williams rozumieli się znakomicie, wręcz bez słów. Z kolei Joe Johnson przebudzał się wtedy kiedy powinien, czyli kiedy Lakers odrabiali straty. Świetni z ławki byli też Jarett Jack i Alan Anderson, natomiast kompletnie zawiódł były gracz ekipy z Miasta Aniołów Earl Clark. Niby dużo walczył, starał się i zbierał, ale jego skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Zaskoczeniem na plus był za to Markel Brown, który udowadnia, że warto w niego zainwestować w przyszłości. Dziś pobił swój rekord kariery, ale co ważniejsze znakomicie rozrzucał również piłki do kolegów.

Czytaj więcej

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 27

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 27

Organizacja złota i purpury przygotowuje się do pamiątkowego zdjęcia, a szkoleniowiec zespołu – Byron Scott wspomina swoje najlepsze czasy w karierze i ponownie odwiedza miejsca, dobrze mu znane z dzieciństwa. Kamery śledzą go gdy udaje się on do jego dawnego domu w Inglewood oraz gdy pojawia się w dawnej hali Jeziorowców – The Fabolous Forum, do której często zakradał się jako nastolatek na mecze Lakers.

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

27/03/2015 Lakers vs Raptors

27/03/2015 Lakers vs Raptors

Lakers po fatalnym występie w drugiej połowie, gdzie zdobyli zaledwie 35 punktów przegrywają z Toronto Raptors. Dla Jeziorowców ten mecz, podobnie jak każdy inny nie miał żadnego znaczenia, a gospodarzom bardzo zależało na wygranej, gdyż wciąż walczą o jak najwyższą pozycję przed Playoffami. Jednakże lepiej to spotkanie zaczęli goście. To oni prowadzili po pierwszej kwarcie 24-17 za sprawą niesamowitego początku Jeremy’ego Lina. Rozgrywający rzucił w tej części meczu aż 10 punktów i był bezlitosny, trafiając 3 z 4 rzutów w tym dwa zza łuku. Lecz później było już tylko coraz gorzej zarówno w przypadku Lina jak i Lakers. Gracze z Miasta Aniołów pozostałe odsłony przegrali 77-59, a w oczy kuła ich bezradność i nieskuteczność w ofensywie. Co z tego, że przeważali na tablicach mimo grania niską piątką i nawet ostatecznie wygrali tą batalię (46-40), skoro trafili zaledwie 34% swoich rzutów. 14 asyst to ich season low i to także miało decydujące znaczenie, ponieważ młodzi gracze przełożyli indywidualne popisy nad grę zespołową. To nie mogło się skończyć dobrze dla Jeziorowców, a jednak aż do czwartej kwarty byli oni w grze wo wygraną. Dopiero wówczas popisy znakomitych rezerwowych gospodarzy ostatecznie przechyliły szalę na ich korzyść. James Johnson i Lou Williams byli dziś nie do zatrzymania dla obrony gości. Obaj zdobyli 35 punktów, a run, który zrobili w ostatniej ćwiartce dał Raptors dwucyfrowe prowadzenie, którego nie oddali już do samego końca. To nie był ładny mecz do oglądania, bowiem Lakers pudłowali na potęgę, a Lin, który w pierwszej kwarcie brylował w kolejnych popadała w przeciętność, by ostatecznie skończyć nijako. Clarkson także nie był sobą. Lecz oni dwaj się jako tako wyróżnili. Pozostali natomiast pokazali, że progi NBA są dla nich zbyt wysokie. Ten mecz to była idealna kwintesencja poczynań Lakers w tegorocznym sezonie. Pokazał, że przed Scottem i jego młodzieżą jeszcze wiele miesięcy ciężkiej pracy.

Czytaj więcej

Status Nicka Younga ciągle nieznany

Status Nicka Younga ciągle nieznany

Nick Young ponad tydzień temu przeszedł badanie przy użyciu tomografu komputerowego, które wykazało niewielkie złamanie rzepki w prawym kolnie. Swaggy P nie musi jednak poddawać się operacji – jego uraz ma się bowiem sam zagoić. Nie wiadomo jednak jak długo potrwa cały proces. Lekarze nie wyznaczyli konkretnej daty, kiedy skrzydłowy Jeziorowców może wrócić do gry. Do tej pory opuścił on już 15 spotkań z tego powodu, a warto zauważyć, że koniec sezonu zbliża się wielkimi krokami. Niewykluczone więc, że w bieżących rozgrywkach nie zobaczymy już Younga na parkietach NBA.

Czytaj więcej

Retro jersey Bryanta najbardziej popularny w USA

Retro jersey Bryanta najbardziej popularny w USA

Według Mitchell & Ness – firmy specjalizującej się w sportowych ubraniach z dawnych lat, jersey Kobe’ego Bryanta z #8 jest najbardziej popularny w Ameryce. Jest on najczęściej kupowany w stanach Oregon, Nevada, Minnesota, Wisconsin, Ohio, Tennessee i Delaware. Koszulka żadnego innego sportowca (nie tylko koszykarza) nawet nie jest blisko pobicia popularności Bryanta. Druga najbardziej popularna – Larry’ego Birda dominuje tylko w trzech stanach (Massachusetts, Rhode Island i Mississippi).

Czytaj więcej

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 26

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 26

W kolejnym odcinku Backstage Lakers, fani Lakers mają okazją poznać nieco bliżej Tarika Blacka – jego życie prywatne oraz rodzinę. Poza tym kamerzyści Time Warner Cable SportsNet biorą pod lupę Nicka Younga. Swaggy P przedstawia wszystkim swoją rozrywkową rodzinę, a do tego wspomina swoje dzieciństwo i dawną okolicę, w której mieszkał. Na koniec o swojej szansie gry w NBA opowiada z kolei Jabari Brown – najnowszy zawodnik Jeziorowców.

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

25/03/2015 Lakers vs Timberwolves

25/03/2015 Lakers vs Timberwolves

Pięciominutowa dogrywka była potrzebna do wyłonienia zwycięscy pojedynku Lakers z Wolves w hali Target Center. Ostatecznie jednak górą okazali się być goście, którzy wygrali 101-99. Decydujące dwa punkty z linii rzutów osobistych zdobył Jordan Clarkson, który został sfaulowany na 0.3 sekundy do końca przez Zacha LaVine. Clarkson choć nie błyszczał przez większość czasu – popełniał straty (w sumie sześć) oraz miał problem z wykańczaniem akcji spod kosza (FG 6-16), tak jednak w decydujących momentach stanął na wysokości zadania i poprowadził Jeziorowców do 19 wygranej w sezonie. Jordan ani na moment nie zwątpił w swoje umiejętności i cały czas starał się atakować kosz gospodarzy, a szczególnie w końcówce. Warto tutaj zaznaczyć, że zdobył on ostatnie sześć punktów Lakers, a w sumie 8 z 11 wszystkich oczek gości w dogrywce. Tym sposobem zatarł po sobie ślady złego występu w regulaminowym czasie gry i stał się bohaterem dla zespołu z Kalifornii. Sam mecz natomiast należał właściwie przez cały czas do Jeziorowców, którzy pewnie prowadzili przez dwie środkowe kwarty, a w pewnym momencie objęli nawet na 13-stopunktowe prowadzenie. W czwartej ćwiartce jednak, podobnie jak kiedyś w konfrontacji z Magic i Bucks, Lakers pozwolili na zbyt wiele swojemu rywalowi, a sami nie potrafili skutecznie egzekwować założeń taktycznych w ataku. Przez to Andrew Wiggins i spółka doprowadzili ostatecznie do remisu i sprawili, że w Target Center mieliśmy naprawdę emocjonujący pojedynek. Ogólnie jednak spotkanie na pewno nie było przyjemne do oglądania. Dużo strat, indywidualnej gry, nietrafionych rzutów i prostych błędów – tak właśnie wyglądał obraz gry przez prawie cały czas. Na parkiecie uwidoczniły się słabe punkty obu drużyn oraz po prostu brak talentu. Jedynie wspomniany Andrew Wiggins (27 punktów) oraz Chase Budinger (22) pokazali się z dobrej strony w ekipie gospodarzy, a wśród gości Jeremy Lin (19) i Ed Davis (14). Różnicę zrobiła tak naprawdę postawa na desce, którą 16-stokrotni mistrzowie NBA wygrali 48-40 i która dała im wiele punktów z ponowień (duża w tym zasługa Eda Davisa i Tarika Blacka). Nie da się jednak ukryć, że Lakers i Timberwolves grali właściwie jak równy z równym i było widać, że są to dwie najgorsze ekipy na Zachodzie.

Czytaj więcej