Co dalej ze zmianami w piątce Byrona Scotta?

Ostatni miesiąc 2015 roku wreszcie dobiegł końca. Los Angeles Lakers zdołali wygrać w nim zaledwie cztery z 17 rozegranych spotkań. Wszystko więc właściwie zgodnie z przewidywaniami, gdyż mając na uwadze poziom koszykówki granej przez Jeziorowców oraz aż 13 wyjazdów, to nie mogło się skończyć inaczej. Należy jednak pamiętać o tym, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu bowiem ten miesiąć w jakimś stopniu przybliżył Lakers do utrzymania picku. Z bilansem 6-27 zajmują oni ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej i przedostatnie w całej NBA. Gorsi są tylko gracze Philadelphii 76ers, którzy odnieśli do tej pory trzy zwycięstwa, z czego jedno przeciwko 16-stokrotnym mistrzom NBA.

Byron Scott po beznadziejnym listopadzie nie zamierzał się wcale poddawać i postanowił wprowadzić pewne zmiany. Stąd też w pierwszej piątce zamiast Juliusa Randle’a i D’Angelo Russella, mogliśmy oglądać Larry’ego Nance’a Jr. oraz Lou Williamsa. Ta decyzja jednych uszczęśliwiła, a drugich podirytowała. W tej drugiej grupie znaleźli się oczywiście „przegrani” w tej sytuacji, czyli Randle i Russell, którzy do tej pory nie kryją swojej frustracji. Byron Scott przyznaje jednak, że cieszy go taka postawa swoich podopiecznych. Uważa bowiem, że nie powinni oni być zadowoleni z takiego obrotu spraw. Czas jednak aby zapracowali na wyjście w pierwszej piątce. Problem jest jednak taki, że oboje uważają, że już to zrobili.

Czytaj więcej

30/12/2015 Lakers vs Celtics

30/12/2015 Lakers vs Celtics

To był mecz godny rywalizacji Lakers z Celtics. Po 48-minutach wyrównanego i niezwykle emocjonującego spotkania, ostateczne górą okazali się być Jeziorowcy, którzy wygrali 112-104. Kluczowe trafienie zza łuku na 1:40 do końca zanotował Kobe Bryant, dla którego był to ostatni występ w TD Garden. Black Mamba, choć ponownie rzucał na słabej skuteczności (FG 5-18), tak jednak uzbierał w sumie 15 punktów oraz 11 zbiórek i w końcówce stanął na wysokości zadania. Jednak sam tak naprawdę nic by nie zdziałał. Jeziorowcy te zwycięstwo na koniec roku w dużej mierze zawdzięczają Jordanowi Clarksonowi (24 oczka, FG 10-15), Juliusowi Randle’owi (15 punktów, 12 zbiórek, 4 asysty), D’Angelo Russellowi (16) oraz Lou Williamsowi (19, FG 7-9). To właśnie ta czwórka przez większość pojedynku ciągnęła wózek i spowodowała, że 16-stokrotni mistrzowie NBA wyszli w pewnym momencie nawet na 14-stopunktowe prowadzenie. Najważniejsze okazały się być dwie środkowe kwarty, wygrane przez gości w sumie 65-51. Lakers starali się grać bardzo szybko przeciwko defensywie Celtics, co przynosiło pożądane efekty. Choć ekipa z Bostonu jest jedną z najlepiej broniących w transition defense, tak w środę nie potrafiła się odnaleźć na parkiecie, a Jeziorowcy zanotowali aż 17 oczek z kontrataków. Ponadto przez większość czasu grali ustalone zagrywki (głównie z playbooku Horns), co również pomogło im regularnie zdobywać punkty i trafiać z przyzwoitą, bo 45.7% skutecznością (47.4% z dystansu). Gdyby tego było mało, to na dodatek popełnili tylko 10 strat, przez co gospodarze nie mieli zbyt wielu okazji do popisu w szybkim ataku. Mówiąc więc krótko – wszystkie silne elementy obrony Bostonu nie istniały. Ekipa z Kalifornii zagrała bardzo solidnie w ofensywie, a nawet i w obronie momentami wyglądała całkiem dobrze. Prawdziwe show po stronie pokonanych zrobił właściwie tylko Evan Turner, który zanotował 20 oczek, 4 zbiórki i 8 asyst w ponad 26 minut spędzonych na parkiecie. Reszta zawodników Celtics wypadła natomiast raczej słabo, a już szczególnie gracze podkoszowi. Tym samym Lakers dokonali czegoś, co przed spotkaniem wydawało się być niemożliwe – wygrali na wyjeździe z walczącymi o playoffs Celtics. Był to bez wątpienia przyjemny moment dla każdego fana złota i purpury oraz dla samego Bryanta, którego fani żegnali oklaskami i okrzykami: „Kobe!”. Na drugie starcie pomiędzy tymi ekipami przyjdzie nam czekać aż do kwietnia. Miejmy jednak nadzieję, że skończy się ono tak samo jak te w Bostonie.

Czytaj więcej

Jak Feniks z popiołów…

Jeszcze po pierwszym miesiącu sezonu 2015/16, Kobe Bryant był bardzo krytykowany za swoją grę. Również przeze mnie, gdyż po prostu lider Jeziorowców spisywał się beznadziejnie i wydawało się, że w ogóle go to nie obchodzi. Tak samo zresztą jak i wyniki drużyny, czy też rozwój młodych zawodników. Wystarczyło spojrzeć na jego wskaźnik efektywności (PER) z pierwszych 17 spotkaniach, który wyniósł (UWAGA!) zaledwie 9.1, aby wiedzieć że MVP z 2008 roku gra poniżej wszelkich oczekiwań. Głównym tego powodem była oczywiście badzo słaba skuteczność Mamby z gry, która wyniosła 29.6%. Od starcia z Toronto Raptors 7 grudnia jednak coś się zmieniło. Vino przestawał oddawać tonę bezsensownych rzutów (w tym zza łuku), zaczął się częściej dzielić piłką, a ponadto po prostu grać bardziej skutecznie. W swoich ostatnich 10 pojedynkach trafiał średnio 44.7% swoich rzutów, a jego PER podskoczyło do ponad 20 punktów. Średni GameScore z kolei wyniósł 13.2 oczka. Aż trudno uwierzyć, że tak nagle pięciokrotny mistrz NBA potrafił wskoczyć na wyższy poziom. Stało się to właściwie z meczu na mecz i było całkowicie niespodziewane. Ale to oczywiście dobrze. Wreszcie bowiem Kobe nie ma powodu do wstydu. Tak samo zresztą jak i my – jego fani.

Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Nie mieliśmy więc do czynienia z jakimś cudem ale z nowoczesną medycyną i odpowiednim podejściem. Kobe bowiem zaczął korzystać nie tylko z usług fizjoterapeutów Lakers, ale także prywatnie zatrudnił swoich własnych – aby wszyscy oni mogli pracować nad każdą częścią jego działa i sprawiać, że będzie on gotowy na kolejne spotkania NBA. Co ciekawe – żaden dzień w rozgrywkach 2015/16 dla Bryanta nie wygląda tak samo. Specjaliści za każdym razem inaczej podchodzą do jego osoby, różnie go badają i przygotowują do meczów. Wszystko w zależności od tego, co ich zdaniem wymaga poświęcenia największej uwagi. Jednego dnia mogą to być obolałe i zmęczone nogi, a innego słabe ramiona.

Czytaj więcej

28/12/2015 Lakers vs Hornets

28/12/2015 Lakers vs Hornets

Cóż to było za spotkanie! Niezwykle wyrównane od pierwszego podrzutu sędziowskiego aż do ostatnich chwil. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, a żadna z drużyn nie osiągnęła większej niż 10-punktowej przewagi. Wspaniałe momenty miały miejsce także przed meczem, kiedy to sentymentalne pożegnanie z Kobe Bryantem zaprezentował nam właściciel Charlotte Hornets Michael Jordan. Były gwiazdor Bulls został wyświetlony na telebimie tuż przed wywołaniem Black Mamby na parkiet. Kibice urządzili też wspaniały pokaz wsparcia oraz miłości dla odchodzącej legendy koszykówki. Później nastąpiła wymiana uprzejmości między zawodnika, a następnie doszło do ostrej walki na parkiecie. Nie było to widowiskowe spotkanie, ale obfitowało w sporą ilość ostrych starć i walki w parterze. Gracze nierzadko musieli rzucać się po piłkę i walczyć o nią z rywalami. Lakers rozpoczęli dobrze, szczególnie w ataku radzili sobie nieźle. Do przerwy zdobyli aż 58 punktów, przy oszałamiającej jak na nich skuteczności 58% z gry. Hornets mieli tyle samo punktów, ale trafili 50% swoich rzutów. Po przerwie obraz gry się trochę zmienił, bowiem koszykarze zaczęli częściej pudłować. Gra stała się bardziej chaotyczna i nieszablonowa, a momentami wręcz szalona. Jednakże jedno się nie zmieniło, zaciętość. Raz po raz na prowadzeniu była inna ekipa. I tak aż do końcowych minut trzeciej kwarty. Wówczas za sprawą Kemby Walkera Hornets uciekli na kilka oczek. Wydawało się, że po niezłym początku ostatniej ćwiartki Lakers dogonią gospodarzy, lecz Walker miał inne zdanie na ten temat. Grał jak w transie. Zdobył 18 z 23 punktów swojej drużyny w decydujących 12 minutach. Ba! On sam rzucił więcej oczek niż cały zespół Lakers. Natomiast jeśli Jeziorowcy starali się wrócić do meczu, to Kemba od razu w kolejnej akcji wybijał im to z głowy. W całym spotkaniu zdobył aż 38 punktów, trafiając 14 z 25 rzutów, dołożył do tego 5 asyst i 6 zbiórek i razem ze swoim zespołem mógł cieszyć się z wygranej. Kobe Bryant, który rozpoczął nieźle, do przerwy miał 16 punktów (4/10 z gry), drugą połowę będzie chciał wymazać z pamięci. Widać było, że znacznie doskwierała mu kontuzja i jak sam przyznał grał tylko dla tej widowni. Publiczność nagrodziła go kilka razy owacją na stojąco, mimo, że Kobe w drugiej części gry trafił zaledwie 1 z 10 rzutów. Dla nich to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to, iż mogli po raz ostatni podziwiać swojego idola, wroga, czy też po prostu najlepszego koszykarza ostatnich kilkunastu lat.

Czytaj więcej

27/12/2015 Lakers vs Grizzlies

27/12/2015 Lakers vs Grizzlies

Lakers nie mieli szans w starciu z wspaniale dysponowanymi Memphis Grizzlies. Gospodarze już po pierwszej kwarcie prowadzili dziewięcioma punktami, a uwagę przykuwała ich niebywała skuteczność z gry. Wydawało się wówczas, że nie będą w stanie utrzymać tej około 60% skuteczności, lecz stało się inaczej. Za sprawą słabej, a momentami wręcz nawet fatalnej defensywy Lakers Grizzlies już po dwóch kwartach mieli prawie 60 punktów. A wyraźnie pomógł im brak Kobe Bryanta w całej drugiej odsłonie, który to ciągnął atak Jeziorowców w pierwszych 12 minutach i sam w pojedynkę starał się gonić rywali. Wtedy to właśnie przewaga urosła do ponad 10 oczek i nigdy nie miała już spaść niżej. Ba! Ona rosła w oczach w zatrważającym tempie. Nie zmienił tego nawet fakt, że w czwartej odsłonie na parkiecie pojawili się rezerwowi. Memphis prowadzili nawet w pewnym momencie 25 punktami i naprawdę ciężko się oglądało graczy Byrona Scotta, którzy gdzieś tam krzątali się im pod nogami i próbowali urwać choćby jeden punkt. Przede wszystkim goście po raz kolejny w tym sezonie zagrali bardzo niezespołowo. W całym meczu zaliczyli zaledwie 16 asyst, przy 30 rywali. To ogromna różnica, która świadczy o kulturze gry obu ekip. Podopieczni Davida Joergera byli nastawieni na sukces i aby to uczynić potrafili rozruszać każdego zawodnika w zespole. Uruchomili świetnymi kontrami Courtneya Lee. Dogrywali pod kosz do Marca Gasola, a także na obwód do Mike’a Conleya. Zach Randolph, który wszedł z ławki był 7/8 z gry i nie było to związane z jego świetną indywidualna postawą, ale znakomitą grą całego zespołu, który zapracował na jego niesłychaną skuteczność. Grizzlies pokazali dlaczego mimo przeciętnego bilansu, wciąż liczą się w walce o wygranie Konferencji na Zachodzie. Mają zgrany team, którego brak u Lakers. U Jeziorowców wciąż dużo piłek przechodzi przez Kobe Bryanta. Jednak pozostali gdy lider ma piłkę, są bardzo statyczni. Nie pomagają, nie ułatwiają mu gry i często kończy się to złymi rozwiązaniami. Poza tym sami podejmują złe decyzje. Fatalne tygodnie ma ostatnio Julius Randle, który dziś trafił tylko 3 z 8 rzutów. Nick Young i Lou Williams także są bardzo nieskuteczni. A Roy Hibbert dalej przegrywa walkę na tablicach. Ten zlepek koszykarzy nie ma żadnej wartości i dlatego też nie jest w stanie wygrać, czy też chociażby poprawnie się zaprezentować. Potrzebne są zmiany i o nich też wspomina Byron Scott, lecz jak sam zaznacza przyjdą one dopiero po Nowym Roku.

Czytaj więcej

Backstage Lakers 2015/16 – Episode 14

Backstage Lakers 2015/16 – Episode 14

W czternastym odcinku Backstage Lakers, producenci postanowili powspominać karierę Gaila Goodricha, który w 1972 roku sięgnął z Jeziorowcami po mistrzostwo NBA. Organizacja 16-stokrotnych mistrzów NBA z kolei przygotowuje świąteczne przyjęcie dla upośledzonych dzieciaków, a Kobe Bryant pełni rolę świętego Mikołaja, siedząc na głównym krześle. O swoim hobby, pracy oraz codziennym życiu i relacjach z ojcem, opowiada natomiast Thomas Scott.

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

Kobe z miażdżącą przewagą w głosowaniu do ASG 2016!

Kobe z miażdżącą przewagą w głosowaniu do ASG 2016!

Wczoraj, czyli 25 grudnia, NBA opublikowało pierwsze wyniki głosowania do NBA All-Star Game 2016, które w tym roku odbędzie się w Toronto. Jak się okazało, Kobe Bryant zdeklasował wszystkich rywali i uzbierał już w sumie 719 235 głosów – o ponad 200 tysiące więcej od drugiego Stephena Curry’ego (510 202). Listę starterów na Zachodzie zamykają Kevin Durant (349 473), Russell Westbrook (267 699) i Blake Griffin (182 107). A w Konferencji Wschodniej z kolei króluje LeBron James z Cleveland Cavaliers, który jak na razie ma na swoim koncie 357 937 głosów. Oprócz niego w pierwszej piątce Wschodu znaleźliby się także Dwyane Wade (300 595), Paul George (283 785), Andre Drummond (148 278) oraz Kyrie Irving (138 191).

Czytaj więcej

25/12/2015 Clippers vs Lakers

25/12/2015 Clippers vs Lakers

To był fantastyczny mecz, godny świątecznego pojedynku. Los Angeles Lakers co prawda przegrali ostatecznie 84-94 ale ich postawa w czwartej kwarcie sprawiła, że było to jedno z bardziej emocjonujących spotkań złota i purpury w tym sezonie. Przez trzy kwarty bowiem dominowali tylko i wyłącznie Clippers, którzy po 36 minutach gry osiągnęli aż 28 punktową przewagę. Szczególnie dobrze goście zagrali w trzeciej odsłonie, którą wygrali 25-13 i tym samym właściwie przypieczętowali swoje zwycięstwo w Staples Center. Ale Jeziorowcy zdecydowali się jeszcze nie składać broni i w ostatnich 12 minutach gry rzucili się na swojego rywala. Rezerwowy skład Lakers prowadzony przez D’Angelo Russella zanotował więc run 19-2 i zbliżył się do Chrisa Paula i spółki już tylko na 7 oczek. Nagle więc nadzieja odżyła, a fani zgromadzeni w hali w Los Angeles liczyli na spektakularną końcówkę. Clippers mieli bowiem ogromne problemy ze zdobyciem jakichkolwiek punktów (zanotowali ich tylko 9 w całej czwartej kwarcie), natomiast gospodarze wręcz przeciwnie i to pomimo grania wielu izolacji. Wtedy jednak trójkę trafił Wesley Johnson i tym samym właściwie zamroził mecz. To nieco dobiło młodych graczy gospodarzy, którzy choć mieli jeszcze ponad 3 minuty na doprowadzenie przynajmniej do remisu, tak jednak zabrakło już im sił, pomysłu, a także po prostu doświadczenia w tego typu sytuacjach. Ostatecznie więc podopieczni Doca Riversa dowieźli zwycięstwo do końca ale na pewno nie mogą być zadowoleni ze swojej postawy. Jeziorowcy omal ich nie ośmieszyli i byli naprawdę bliscy sprawienia świątecznej niespodzianki. Być może gdyby częściej trafiali spod kosza (tylko 22 oczka) oraz lepiej spisywali się na linii rzutów osobistych w całym spotkaniu (FT 13-25), to faktycznie byliby górą w konfrontacji z Clippers. A tak to zostali zmuszeni do dopisania kolejnej porażki do swojego bilansu. Plusem była jednak gra D’Angelo Russella, który znakomicie rozpoczął ten mecz i równie dobrze go zakończył (16 punktów, FG 7-13, 3FG 2-5, 7 zbiórek). Swoje momenty miał także Kobe Bryant (12 oczek, FG 4-10, 3FG 3-5), a solidną zmianę z ławki dał Brandon Bass (7 punktów, 3 zbiórki). Szkoda tylko, że gospodarze tak późno się obudzili. Clippers bowiem faktycznie nie są w bieżących rozgrywkach tą samą drużyną co kiedyś. Nie zmienia to jednak faktu, że to oni zanotowali kolejną wygraną, a Jeziorowcy musieli się obejść smakiem.

Czytaj więcej

Classic Games: 25/12/2004 Heat vs Lakers

Classic Games: 25/12/2004 Heat vs Lakers

Koniec roku 2004. Na święta do Staples Center przyjeżdżają zawodnicy Miami Heat, w barwach których pierwszy sezon rozgrywa Shaquille O’Neal. Ten sam O’Neal, który jeszcze w rozgrywkach 2003/04 grał w jednej drużynie z Kobe Bryantem. Ale sytuacja w offseasonie diametralnie się zmieniła, a obaj zawodnicy odwrócili się do siebie plecami i postanowili zacząć nowy rozdział w ich karierze. Każdy fan NBA więc doskonale wiedział, że to będzie fantastyczne starcie, które dostarczy wszystkim wielu emocji. I tak też było. Już na samym początku mieliśmy kontrowersyjną sytuację, w której Shaq nie chciał się przywitać z Black Mambą, co tylko zwiastowało to, jak ten pojedynek będzie wyglądał…

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

23/12/2015 Thunder vs Lakers

23/12/2015 Thunder vs Lakers

Lakers kolejny raz dostali srogą lekcję od Oklahoma City Thunder. Nie pomógł Kobe Bryant i własna hala. To był blowout taki jak ten sprzed paru dni. Jeziorowcy wyszli z dobrym nastawieniem. Zaczęli wolno, ale w połowie drugiej kwarcie za sprawą znakomitego przebłysku Kobe wyszli na prowadzenie. Wyglądali nieźle. Co prawda pozwalali rywalom na za dużo w pomalowanym, ale wszystko to odrabiali agresywną defensywą na obwodzie, a w ataku dokładali trójkę za trójkę. Jednak później to wszystko się skończyło. OKC włączyli wyższy bieg, a gospodarze zostali z tyłu i nie byli w stanie nawet ruszyć z miejsca. Od momentu, w którym prowadzili 42-39 goście wykonali run 39-4. Miało to miejsce na przestrzeni drugiej i trzeciej kwarty i wówczas Lakers przez prawie 10 minut nie byli w stanie zdobyć nawet punktu. Walka na tablicach oraz punkty zdobywane z pomalowanego, to właśnie zadecydowało o tej wygranej Thunder. W zbiórkach graczy Billy’ego Donovana byli lepsi aż 61-35, z kolei z tak zwanej trumny Jeziorowcy zdobyli tylko 32 punkty, a ich rywale aż 76. Tym razem nie skończyło się na 40 oczkach różnicy, a tylko 35, lecz i tak przykro się na to patrzyło z jaką łatwością grają OKC. Lakers nie byli w stanie nic zrobić i chyba po prostu zabrakło im sił na pełne 48 minut. Intensywność z jaką przepracowali początek spotkania odbił się na rywalizacji po przerwie. Wówczas to Thunder zrobili ów run, a uczynili to za sprawą znakomitej postawy Duranta i Westbrooka. Gwiazdorski duet ponownie zdobył ponad 20 punktów, a swoje dołożył też Serge Ibaka, który trafił najwięcej w zespole trójek. Co ciekawe OKC nie potrzebowało dużo rzutów z dystansu, aby dokonać takiej masakry w Staples. Trafili zaledwie 5 z 19 takich prób. Jednakże kiedy gra w pomalowanym była tak dziecinnie prosta nie trzeba na siłę forsować dużo trudniejszych trafień zza łuku. Lakers nie mieli dziś w składzie nikogo kto mógłby rywalizować z tak wysokiej klasy przeciwnikiem. Nieobecni z powodu urazów byli Nick Young i Julius Randle. Fatalny mecz zagrał Lou Williams, który nie trafił ani jednego rzutu. Roy Hibbert został zmiażdżony pod koszem. Center Jeziorowców w ciągu 21 minut uzbierał zaledwie jedną zbiórkę. I niech to będzie podsumowanie dzisiejszego spotkania. Jeśli twój podstawowy podkoszowy wygrywa jedynie jedną walkę na tablicach z kilkunastu odbytych, nie może się to dla ciebie dobrze skończyć. I tak też zakończył się ten mecz. Kolejnym blowoutem. Co nie zwiastuje niczego dobrego, przed świątecznym pojedynkiem z Los Angeles Clippers.

Czytaj więcej