30/11/2014 Raptors vs Lakers

30/11/2014 Raptors vs Lakers

Po niezwykle emocjonującym spotkaniu, w którym do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka, Jezio­rowcy wygrali z liderem Konferencji Wschodniej – Toronto Raptors 129-122. Od początku starcia, kibice w Sta­ples Cen­ter zoba­czyli pory­wa­ją­ce show, w którym Kobe Bryant uzyskał swoje 20 triple-double w karierze. Po pierwszej połowie drużyna z Miasta Aniołów prowadziła 58-49, szczególnie dzięki dobrej grzej Nicka Younga, który zdobył do przerwy 10 punktów. Na początku trzeciej kwarty Toronto jednak szybko odrobiło straty i od tego momentu mecz przez cały czas był bardzo wyrównany. Małą przewagę mieli jednak gospodarze, którzy na trzy minuty przed końcem prowadzili 108-104 i to dawało nadzieję na to, że uda się zakończyć te spotkanie pozytywnym wynikiem. Jednak za sprawą Kyle’a Lowry’ego i Terrence’a Rossa, drużyna gości zdobyła pięć oczek z rzędu i na minutę przed końcem objęła prowadzenie 109-108. W kolejnej akcji jednak Black Mamba był faulowany i doprowadził do remisu trafiając jeden z dwóch rzutów wolnych. Do tego piłka meczowa należała do gospodarzy i Bryanta. Zagranie było rozrysowana pod niego i gdy wszedł pod kosz chciał wymusić faul na Jonasie Valanciunasie, aczkolwiek Litwin zachował się świetnie w obronie i gwizdka nie było. Na szczęście jednak przy ostatniej akcji sędziowie nie zauważyli próby wzięcia czasu przez Lowry’ego i przyszła pora na dogrywkę. W dodatkowych 5 minutach, można było być pod wrażeniem gry Lakers w obronie i w ataku. Świetnie po bronionej stronie parkietu spisywał się Jordan Hill, który zaliczał ważne bloki i zbiórki. W ataku z kolei Wesley Johnson trafił rzut zza łuku, a Kobe zaliczył akcję and-one, dzięki czemu 16 – sto krotni mistrzowie NBA wyszli na prowadzenie 116-110, którego nie oddali już do końca meczu. W drużynie gości ewidentnie brakowało DeMara DeRozana, chociaż zastępujący go w pierwszej piątce Greivis Vasquez zaliczył bardzo dobry występ, notując 19 punktów i 5 asyst. Kyle Lowry dodał od siebie 29 punktów (FG 10/28) i 9 asyst, a Zawodnik Tygodnia na Wschodzie Lou Williams 19 oczek, chociaż potrzebował do tego aż 17 rzutów. Jeżeli chodzi o Los Angeles Lakers, to ci zagrali świetny mecz, szczególnie w ataku, gdzie rzucali na skuteczności 49% (41.7% zza łuku). Bryant wykorzystywał dobrą grę swoich kolegów i dlatego chętnie dzielił się piłką (12 asyst z 24 całej drużyny). Warto podkreślić także, że każdy zawodnik pierwszej piątki zdobył powyżej 10 oczek, a sama ławka rezerwowych aż 40. Jedynym problemem gospodarzy była defensywa pod koszem. Tutaj Jeziorowcy pozwolili Raptors zdobyć aż 56 punktów i dlatego też, ekipa Dwane’a Casey’a tak długo trzymała się w grze. Teraz koszykarzy złota i purpury czeka jeden dzień przerwy i wyjazd na krótką trasę wyjazdową po Wschodzie. Jeżeli podczas niej będą grać tak jak dzisiaj, to do L.A. mogą wrócić z dodatnim bilansem.

Czytaj więcej

Jak to jest trenować z Kobe Bryantem?

Ten sezon dla Wayne’a Ellingtona jest na pewno bardzo trudny. Nie dość, że były zawodnik Cavaliers gra bardzo przeciętnie (7.2 punkty w 18.2 minuty spędzane na parkiecie, 3FG 34.6%), to na dodatek musiał ostatnio pogodzić się ze śmiercią swojego ojca i uporządkować parę spraw w życiu. Trudno jest też więc teraz oczekiwać, aby Wayne wskoczył na wyższy poziom i był solidnym role playerem w obecnej drużynie 16 – to krotnych mistrzów ligi NBA. Mimo to ten 27 – latek nie zamierza przestawać ciężko trenować i możemy być pewni tego, że na parkiecie, mimo trudności losu, daje z siebie wszystko. Prawdopodobnie jednak nie czułby na sobie takiej presji, gdyby nie Kobe Bryant, z którym codziennie przychodzi mu się zmierzyć. Jak to jest? Jak to jest rywalizować z pięciokrotnym mistrzem NBA? Jakie rady udziela gwiazda Lakers jednemu ze swoich partnerów z drużyny, który dorastał wzorując się na jego osobie? Na te oraz wiele innych pytań odpowiedział właśnie Wayne Ellington, z którym Mike Trudell rozmawiał jeszcze na początku listopada.

Czytaj więcej

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 9

Backstage Lakers 2014/15 – Episode 9

Każdego roku organizacja złota i purpury honoruje weteranów wojennych. Tym razem uroczystość miała miejsce w przerwie meczu z Charlotte Hornets, a wszyscy fani podziękowali za służbę ojczyźnie. Ważną postacią dziewiątego odcinka Backstage Lakers, jest także komentator stacji TWC SportsNet – Billy MacDonad, którego kamery śledzą podczas trasy wyjazdowej Jeziorowców do Memphis i New Orleans. MacDonald opowiada o swojej pracy, codziennych obowiązkach i pasji do koszykówki. Jordan Clarkson oraz Xavier Henry z kolei, dołączają do L.A. D-Fenders aby zmierzyć się z Texas Legends i pokazać wszystkim swoją wartość w lidze.

Niestety, nie masz uprawnień aby zobaczyć tę zawartość.

Czytaj więcej

28/11/2014 Timberwolves vs Lakers

28/11/2014 Timberwolves vs Lakers

To była prawdziwa batalia dwóch najgorszych drużyn na Zachodzie. Obie ekipy pokazały się z beznadziejnej strony, popełniały wiele błędów i przede wszystkim w ogóle nie grały w defensywie. Górą jednak okazali się być gracze Minnesoty Timberwolves, którzy wykorzystali stagnację gospodarzy w ostatnich minutach czwartej kwarty i mimo przegrywania 8 – punktami w pewnym momencie, udało im się wyrwać zwycięstwo w Staples Center. Najważniejszy punkt w meczu zdobył z linii rzutów osobistych na 2.8 sekundy do końca Thaddeus Young, który tym samym ustanowił wynik spotkania na 120-119 dla Wolves. Wydawało się, że Lakers mieli już ten mecz w garści i nie pozwolą przegrać kolejnego pojedynku ale po raz kolejny pokazali, że nie potrafią skupić się w decydujących o losach starcia minutach. Zresztą konfrontacja obu zespołów wyglądała właściwie tak samo przez całe 48 minut gry. Gospodarze wychodzili na kilkopunktowe prowadzenie, po czym pozwalali gościom wrócić do gry. O ile jeszcze w pierwszej kwarcie gra Lakers wyglądała obiecująco (po obu stronach parkietu), tak później zawodnicy Byrona Scotta całkowicie zapomnieli o obronie. Najlepszym przykładem tego jest trzecia kwarta, w której pozwolili Minnesocie rzucić aż 39 punktów. Na parkiecie szalał Zach Lavine, który robił z Jeremym Linem co chciał i zaliczył swój najlepszy występ w NBA (28 punktów, FG 11-14, 5 asyst w 25 minut). Na obwodzie z kolei co chwilę niepilnowany znajdował się Mo Williams, który w całym meczu trafił sześć na osiem trójek i uzbierał 25 oczek, do których dodał 11 asyst. Rozgrywającymi byli również Corey Brewer i… Gorgui Dieng, którzy rozdali po 8 asyst. W sumie Wilki zanotowały ich 37 na 45 trafionych koszy, co jest po prostu potwierdzeniem tego, jak funkcjonowała ich ofensywa (przypomnijmy, że plasuje się ona na 23 miejscu w lidze), przy tak beznadziejnej defensywie jaką prezentowali Jeziorowcy. Ci z kolei, choć przecież zaliczyli dobry występ w ataku, w ogólnym rozrachunku byli jednak gorsi od swojej rywala. Co prawda zdobyli więcej punktów w strefie podkoszowej (60-52), zebrali o pięć piłek więcej na atakowanej tablicy (12-7), a także zanotowali 12 przechwytów, przy 8 gości ale zdobyli za to mniej punktów z kontrataków (17-22), a także co najważniejsze – pozwolili podopiecznym Flipa Saundersa trafić 57% rzutów, przez co ich bardzo dobra skuteczność (53.9%) przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Choć więc do ofensywy nie można mieć żadnych zastrzeżeń, a grę bardzo dobrze prowadził Lin – autor 18 punktów i 11 asyst, tak jednak bez obrony Lakers nie mają czego szukać w tej lidze, a granie z nastawieniem „Cokolwiek wy zrobicie, my możemy zrobić lepiej” nie jest profesjonalnym podejściem do tego sportu. Tak też było w piątkowy wieczór w Staples Center i dlatego ekipa złota i purpury przegrali swój czwarty mecz z rzędu.

Czytaj więcej

26/11/2014 Grizzlies vs Lakers

26/11/2014 Grizzlies vs Lakers

Nie było blamażu w Los Angeles ale mimo wyrównanego pojedynku z Memphis Grizzlies, Jeziorowcy ostatecznie przegrali 93-99. Kluczowa dla losów spotkania okazała się być trzecia kwarta, którą goście wygrali 34-23, głównie za sprawą postawy Courtney’a Lee i Marca Gasola. To pozwoliło Niedźwiadkom przejąć kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie i choć mecz cały czas był jeszcze na styku, tak Lakers od tego momentu nie potrafili objąć prowadzenia, a Kobe Bryant przestrzelił swoje cztery ostatnie rzuty w czwartej kwarcie. W przeciwieństwie do starcia rozegranego w FedEx Forum, tym razem ekipa złota i purpury lepiej spisała się w obronie (zatrzymała Memphis na 45% skuteczności) ale za to tak samo jak w przypadku konfrontacji z Denver Nuggets – zawiodła w ataku. Jeziorowcy mieli problem ze zdobywaniem punktów i trafili tylko niecałe 41% swoich rzutów. Szesnaście z nich było asystowanych, a jedenaście posiadań zakończyło się stratami. Ich ofensywie nie pomógł nawet fakt, że skutecznie wykorzystywali kontrataki, z których zanotowali 20 oczek – o sześć więcej od podopiecznych Davida Joergera. Różnicę zrobiła jednak ilość punktów zdobytych w polu trzech sekund. Tutaj gospodarze zapisali na swoim koncie tylko 32 oczka – o 14 mniej od Grizzlies, którzy w ten sposób, mimo słabej dyspozycji na dystansie (3FG 5-22), konsekwentnie znajdywali drogę do kosza. Ponadto wśród koszykarzy z Miasta Aniołów zawiódł nieco Vino, który znów zagrał na słabej skuteczności. Black Mamba trafił tym razem 5 na 15 oddanych rzutów, a swoje pierwsze punkty zdobył dopiero na kilka minut przed końcem drugiej kwarty. Niewidoczni byli także Carlos Boozer i Wesley Johnson ale za to nieźle spisali się Jeremy Lin (14 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst) oraz Ronnie Price (11 oczek, 5 asyst). Agresywny był również Nick Young (13 punktów), chociaż tego spotkania, ze względu na skuteczność, raczej nie zaliczy do udanych (FG 4-14). Zresztą tak jak było to wspomniane wcześniej, w tej kategorii ogólnie zawiódł cały zespół i po raz drugi z rzędu, to właśnie atak jest głównym powodem porażki. Zawodnicy Byrona Scotta, przed kolejnymi pojedynkami, muszą znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy niezłą obroną, a skuteczną ofensywą. Oczywiście jeżeli nadal, przynajmniej w teorii, zależy im na wygranych.

Czytaj więcej

Lakers otrzymali 4.85 miliona dolarów

Lakers otrzymali 4.85 miliona dolarów

Po tym jak Jeziorowcy otrzymali wyjątek Disable Player Exception za Juliusa Randle’a (1.5 miliona dolarów), dostali kolejny od ligi NBA za Steve’a Nasha, w wysokości 4.85 miliona dolarów. Tak jak już pisaliśmy kiedyś, DPE można wykorzystać na zawodnika z listy wolnych agentów lub w wymianie (gracz może mieć kontrakt ważny tylko do końca tego sezonu). W przypadku DPE pozyskanego za Nasha, bardziej prawdopodobne jest to, że Mitch będzie starał się użyć go w wymianie.

Czytaj więcej

Xavier Henry nabawił się kontuzji ścięgna Achillesa

Xavier Henry nabawił się kontuzji ścięgna Achillesa

Xavier Henry podczas treningu Jeziorowców najprawdopodobniej zerwał ścięgno Achillesa. Informacje te nie zostały jeszcze potwierdzone i dopiero po prześwietleniu będzie można wydać oficjalnie oświadczenie w tej sprawie ale wszystko wskazuje na to, że Henry opuści resztę sezonu zasadniczego. To na pewno będzie wielki cios dla samego zawodnika, który w tym roku miał problem z powrotem do formy po kontuzji kolana i nadgarstka, przez co jego przyszłość w NBA stanęła pod znakiem zapytania. W obecnych rozgrywkach ten były gracz Nowego Orleanu wystąpił w dziewięciu spotkaniach, w których to zdobywał średnio tylko 2.2 punkty na 23% skuteczności.

Czytaj więcej

23/11/2014 Nuggets vs Lakers

23/11/2014 Nuggets vs Lakers

Po powrocie z krótkiej trasy wyjazdowej, Jeziorowcy przegrali po dogrywce z Denver Nuggets 94-101. Mimo dodatkowych pięciu minut gry, kibice w Staples Center nie zobaczyli porywającego spotkania. Po pierwszej połowie, drużyna gości prowadziła tylko 41-39, a obie ekipy grały na słabej skuteczności i popełniały wiele fauli oraz strat. Dopiero w trzeciej kwarcie gra Bryłek oraz przede wszystkim Lakers poprawiła się, a na parkiecie dobrze spisywał się Robert Sacre, który wykorzystał brak Carlosa Boozera (kontuzja barku) oraz Eda Davisa (problemy z faulami) i w całym meczu zdobył 13 punktów. Między innymi to właśnie dzięki niemu Jeziorowcy przed czwartą kwartą prowadzili 75-72 i mieli całkiem realne szanse na odniesienie wygranej. W ostatnich 12 minutach gry oba zespoły szły łeb w łeb, ale gdy na tablicy był remis po 82, Wesley Johnson popisał się niesamowitym wsadem, przy którym dodatkowo był faulowany. Wydawało się, że to zagranie da potrzebny gospodarzom zastrzyk energii ale w rzeczywistości nic nie zmieniło, a zawodnicy z Kalifornii nadal mieli problemy ze zdobywaniem punktów (tylko 11 w tej odsłonie). Na minutę przed końcem drużyna z Los Angeles prowadziła 86-85 i mogła powiększyć swoją przewagę ale Kobe Bryant nie trafił dwóch rzutów, natomiast w kolejnej akcji faulowany był Danilo Gallinari, który wykorzystał jeden z dwóch osobistych. Mimo to piłka meczowa należała do 16 – krotnych mistrzów NBA. Bryant postanowił zagrać jeden na jednego z Chandelerem ale znowu nie trafił i było wiadomo, że czeka nas dogrywka. W niej lepsi okazali się już podopieczni Briana Shawa. Na dwie minuty przed końcem starcia był remis 90-90, a Gallinari znowu trafił tylko jeden rzut wolny. Piłkę zebrał jednak Mozgov, który następnie odegrał do Danilo, a ten nie pomylił się zza łuku. Lakers co prawda nie złożyli jeszcze wtedy broni, a na 21 sekund przed końcem Jordan Hill, który zanotował szóste z rzędu double-double, trafił dwa rzutu wolne ale szanse Jeziorowców na comeback pogrzebał Affalo, który wykorzystał oba osobiste i praktycznie przypieczętował czwarte zwycięsto z rzędu Bryłek. Mecz próbował uratować jeszcze Kobe rzucając za trzy ale ta próba znów nie była udana. Black Mamba zakończył swój występ zdobywając 27 punktów (FG 10-24) i rozdając 4 asysty. Kolejne dobre spotkanie rozegrał Jeremy Lin, który zanotował 17 oczek i 5 asyst, ale niestety zawiódł za to Swaggy P, który trafił tylko dwukrotnie na 12 oddanych prób. To też właśnie skuteczność była głównym powodem tej 11 porażki w sezonie. Lakers oddali 24 rzuty z dystansu ale trafili ich tylko trzy, w przeciwieństwie do 10 Nuggets, w barwach których szalał Ty Lawson – autor 18 punktów i 16 asyst. Po kolejnym rozczarowującym meczu, teraz koszykarzy złota i purpury czekają dwa dni przerwy, po czym po raz drugi w tym sezonie zmierzą się ze świetnymi Memphis Grizzlies.

Czytaj więcej

21/11/2014 Lakers vs Mavericks

21/11/2014 Lakers vs Mavericks

Po dwóch wygranych z rzędu fani Lakers mogli popaść w zbyt pochopny hurraoptymizm. Spotkanie w American Airlines Arena sprowadziło ich na ziemię i to zderzenie było niezwykle bolesne. Porażka, a właściwie pogrom, którego wynik ustalony był już po 3 kwartach, a w czwartej następowało tylko końcowe odliczanie, to niezbyt przyjemna sprawa na zakończenie udanej trasy wyjazdowej. Mavericks rozstrzelali dziś gości w stylu w jakim szli po pamiętny tytuł w 2011 roku. Ogrom trójek, szybkie przejście do ataku. Akcje efektywne ale również jednocześnie niezwykle efektowne. Aż trudno uwierzyć, że pierwsze minuty spotkania były niezwykle wyrównane. Lakers mimo niemocy Bryanta (zaczął od 0/8) trzymali się blisko rywala. Znakomicie grali wówczas Jordan Hill, który królował pod koszem rywali. Znowu zaliczył dziś najwięcej zbiórek, z których aż 4 były ofensywne. Pod tym względem jest liderem w NBA i udowodnił, że nie jest to przypadek. Sposób w jaki znajdował się przy piłce po kolejnych cegłach Bryanta to wręcz jakaś maestria. Dzielnie wspierał go jedynie Jeremy Lin, a także momentami Carlos Boozer. W drugiej kwarcie, o dziwo wygranej przez Jeziorowców obudził się też Kobe, ale to był jak się okazało tak zwany łabędzi śpiew gości. Do przerwy tracili oni tylko 9 punktów, za to po 3 kwartach przewaga wzrosła do 27. Lakers zostali chyba w szatni, bo Dallas mieli tyle open looków z dystansu co w żadnym innym meczu. To byli ci Jeziorowcy z Golden State czy z pierwszego meczu z Houston. Mavericks zagrali niczym contender. Wykorzystywali każdy błąd rywali. Byli dziś bezlitośni. W zasadzie ciężko coś więcej napisać, bo na taki pogrom aż ciężko się patrzy. Na szczęście dla podopiecznych Byrona Scotta ta trasa wyjazdowa, udana bo 2-1 to świetny wynik, dobiegnie końca. Widać, że koszykarze z Miasta Aniołów byli dziś zmęczeni i potrzebowali już chwili odpoczynku i wdrożenie nowego planu po wizycie w El Segundo. Na pewno trzeba bardziej skupić się na defensywie. Nie można pozwalać na tak łatwe zdobycze dystansowe. Obrona łuku to dno, czego chyba nie da się już poprawić. Można jednakże skupić się na innych ważnych detalach, jak choćby przekazywanie w defensywie. A może wtedy poszczególni gracze dobrze kryci przez wyznaczonych do tego ludzi nie będą tak zasypywać nas trójkami. Jedno jest pewne, na wymianę ciosów z Dallas nie można już sobie nigdy pozwolić!

Czytaj więcej