1 na 1: Roy Hibbert

Opublikowane przez , 10 listopada 2015 w Wywiady, 1 na 1, 0 komentarzy

Podczas obozu szkoleniowego zorganizowanego na Hawajach, oficjalny dziennikarz Los Angeles Lakers – Mike Trudell miał okazję porozmawiać z czterema zawodnikami złota i purpury. Jednym z nich był nowy center Jeziorowców – Roy Hibbert, który w poprzednich sezonach reprezentował barwy Indiany Pacers. Trudell poruszył oczywiście temat wpływu Hibberta na obronę Lakers, tego skąd nauczył się grać w defensywie oraz w jaki sposób lubi spędzać wolny czas poza parkietem. Tutaj Roy uwielbia grywać po sieci w serię Call of Duty i w ten sposób relaksować się przed meczami National Basketball Association.

Mike Trudell: Kiedy zorientowałeś się w zeszłym sezonie, że zaczynasz być obwiniany o sytuację w drużynie?

Roy Hibbert: Prawdę powiedziawszy, przeszedłem już kiedyś przez coś podobnego i dlatego cieszę się, że mogę tutaj rozpocząć wszystko od nowa. Wolałbym jednak nie rozwodzić się nad przeszłością. To co wnoszę do tego zespołu, to twardość w strefie podkoszowej. Robiłem to przez lata w przeszłości. W ataku z kolei, nie oczekują ode mnie abym zdobywał wiele punktów. Kiedy jednak będę miał do tego okazję, to powinienem być efektywny. Moim głównym celem tutaj jest jednak bronienie pomalowanego i pomaganie w obronie. To jest to, co robiłem przez ostatnie kilka lat.

Trudell: Skąd czerpiesz motywację?

Hibbert: Po prostu staram się być profesjonalistą, a moja praca polega na tym, żeby każdego dnia dawać z siebie wszystko i pomagać tej drużynie w każdy możliwy sposób. Patrząc na te wszystkie mistrzowskie trofea tutaj myślę sobie, że też takie chcę mieć. Więc cokolwiek muszę zrobić, żeby się dostosować – zrobię to. Przychodzę, ciężko pracuję każdego dnia i staram się jak tylko mogę.

Trudell: Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że możesz skutecznie wykorzystać swój wzrost i bronić bez odgwizdywania faulu?

Hibbert: Będąc z moją poprzednią drużyną zauważyliśmy, że mamy dobry wskaźnik plus/minus, kiedy przebywam na parkiecie ale nie mogłem na nim zbyt długo przebywać z powodu fauli, gdyż obrońcy po prostu bez powodu rzucali się na mnie, a sędziowie gwizdali na moją niekorzyść. Staraliśmy się więc znaleźć sposób na to, jak mogę dłużej pozostać na parkiecie i po prostu te wszystkie zalecenia starałem się wykonywać podczas ćwiczeń na treningu. To się udało. Zawsze powtarzam sędziom, że przy wyskoku trzymam ręce pionowo w górze. Mówią mi, że tak długo, jak tylko nie będę się obracał, tak oni nie będą gwizdać faulu.

Trudell: Czasami nie próbujesz blokować swojego rywala, tylko skupiasz się na utrudnieniu rzutu przeciwnikowi i tym samym nie ryzykujesz odgwizdania faulu. To więc chyba działa tak samo jak blok, prawda?

Hibbert: Musisz wiedzieć na co możesz sobie pozwolić w danej chwili, przy danych rotacjach. Jeżeli przeciwnik odsłania piłkę, to próbujesz go zablokować, a jeżeli ją umiejętnie kryje i stara się zdobyć punkty z dwutaktu, to po prostu utrudniasz mu zadanie.

Trudell: Jak rozwinąłeś swoją umiejętność gry na półdystansie?

Hibbert: Gra tyłem do kosza nie była główną bronią mojego poprzedniego zespołu tak, jak w przeszłości. Musiałem więc się dostosować. NBA zmierza w takim kierunku, że musisz mieć w składzie wysokiego, który potrafi zapewnić spacing. Po prostu więc nad tym pracowałem. Zawsze czułem, że mogę być w tym niezły.

Roy Hibbert jest teraz jedną z ważniejszych postaci Lakers

Trudell: Czy można powiedzieć, że wysocy, którzy bronią obręczy, nigdy nie przestaną być potrzebni?

Hibbert: Nie potrzebujesz wysokiego aby za każdym razem być kluczową postacią w drużynie. Od jakiegoś czasu słyszę od tych wszystkich analityków, że gra jeden na jednego tyłem do kosza, nie przynosi zbyt dobrych efektów. Musisz mieć więc w składzie podkoszowego, który zapewni spacing, ułatwi grę obrońcom na pickach oraz pomoże im w oddawaniu dobrych rzutów zza łuku. Wydaje mi się, że to właśnie na tym opiera się obecnie small ball.

Trudell: Schudłeś nieco od ostatniego roku. Przełożyło to się na twoją siłę w nogach?

Hibbert: Tak. To dobrze móc być lżejszym. Prawdę mówiąc, cieszę się z tego, że do tego doprowadziłem. Ale oczywiście nadal ciężko pracuję.

Trudell: Czy jest jakaś ilość minut, którą chciałbyś grać?

Hibbert: To zależy od trenera. Ja jestem gotowy na wszystko. Mogę grać 12, 18, 30 minut albo nawet cały mecz. Jestem na takim etapie swojej kariery, w którym trzeba się poświęcić aby wygrywać. Cokolwiek więc będzie ode mnie wymagał, zrobię to.

Trudell: Co robisz, gdy nie grasz w koszykówkę?

Hibbert: Grywam trochę w Call of Duty. Lubię też spędzać czas z moją rodziną. I to właściwie tyle.

Trudell: Kto jest najlepszym graczem w Call of Duty w NBA?

Hibbert: Nie wiem. Nie spędzam dużo czasu z innymi zawodnikami z NBA, ani też nie rozmawiam z nimi. Często jednak mam kontakt ze znajomymi z college’u oraz byłymi partnerami z drużyny. W Call of Duty gram zazwyczaj z przypadkowymi ludźmi. Już wystarczająco dużo naoglądałem się graczy NBA.

Trudell: Jak dobry jesteś w Call of Duty?

Hibbert: Zobacz zdjęcia, które wrzuciłem na Twittera. Po grze regularnie wrzucam screeny pokazujące jak sobie radzę. A radzę sobie dobrze.

Trudell: Kiedy zacząłeś grać w gry video?

Hibbert: Kiedy dorastałem, to dużo czasu spędzałem przed Resident Evil, Mario, Sega Genesis, Sonic the Hedgehog, czy też Crash Badicoot. Byłem tylko dzieciakiem, które nie żyło w dobrej dzielnicy. Moi rodzice więc pozwalali mi wypożyczać gry na weekend, a przed pójściem do szkoły kazali mi je zwracać. Kiedy z kolei trafiłem do college’u w Georgetown, to grałem trochę w Halo. W Call of Duty natomiast zaangażowałem się, bo po prostu możesz od razu grać z ludźmi. Gram nawet będąc w samolocie. Mam ze sobą małą walizkę, w której przewożę grę.

Trudell: W moim pierwszym roku z drużyną, zawodnicy dużo grali w FIFĘ w samolocie. Jordan Farmar, Luke Walton, Lamar Odom oraz Adam Morrison przynosili dwa monitory, Xboxa 360 i rywalizowali ze sobą. Ty jednak preferujesz gry typu single player, tak?

Hibbert: Jestem samotnym wilkiem. Wystarczająco dużo gram w gry zespołowe (koszykówka), dlatego wolę czasami sam pobiegać i postrzelać.

Źródło: Lakers.com (link)

Tagi:

Skomentuj