1 na 1: Lou Williams

Opublikowane przez , 26 listopada 2015 w Wywiady, 1 na 1, 2 komentarze

W trzecim wywiadzie Mike’a Trudella, który został przeprowadzony podczas okresu przygotowawczego Los Angeles Lakers na Hawajach, dziennikarz Jeziorowców rozmawiał z Lou Williamsem – combo guardem zespołu, który zamierza w sezonie 2015/16 udowodnić wszystkim, że w drużynie Byrona Scotta nadaje się nie tylko do zdobywania punktów ale również do rozgrywania. Póki co jednak Sweet Lou gra znacznie poniżej wszelkich oczekiwań. Do tej pory w 14 rozegranych spotkaniach, notował średnio 12.3 oczka i 2.4 asysty. Jego największym problemem jest skuteczność, która wynosi beznadziejne 34.8%, z czego 23.6% zza łuku. Lou jedynie dobrze spisuje się jeżeli chodzi o wymuszanie fauli, gdyż średnio oddaje 5.8 rzutów osobistych na mecz. Poza tym jednak ma jeszcze sporo do udowodnienia. Szczególnie po tym, co mówił reportowi 16-stokrotnych mistrzów NBA w październiku.

Trudell: Ludzie mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że potrafisz nie tylko zdobywać punkty ale także kreaować okazje dla innych.

Williams: Dokładnie, ludzie często kierują się tym, co usłyszą od kogoś. Patrzą na Nicka (Younga) i mówią: On jest scorerem. Jest szóstym graczem w tej drużynie. A później patrzą na mnie i myślą sobie: On też jest scorerem. Ale przecież zawsze grałem w zespołach, gdzie było trzech lub czterech obrońców, którzy się uzupełniali. W Atlancie potrafiłem przebywać z Jeffem Teaguem, Dennisem Schroderem oraz Devinem Harrisem w tym samym czasie na parkiecie. W Philadelphii natomiast byłem ja, Jrue Holiday, Andre Iguodala i Evan Turner. Zawsze więc grałem w ekipach, w których pełniłem różne role. W tej ofensywie jest tak samo. Mogłeś to zauważyć w pierwszym meczu preseasonu. Grałem sporo jako rozgrywający, ustawiałem swoich partnerów w ataku, a na dodatek nie miałem problemów z wykreowaniem okazji dla siebie samego. Myślę więc, że fani Lakers mogą się po mnie częściej spodziewać takiej gry.

Trudell: W Toronto jednak grałeś z rozgrywającymi, dla których priorytetem było kreowanie okazji dla innych. Czy chodzi więc tylko o dostosowanie się do tego, czego oczekuje od ciebie trener?

Williams: Tak, trzeba się dostosować do tego, co chce trener. Trener Scott np. chce abym skupiał na sobie uwagę rywali i był agresywny w ataku. W Toronto natomiast miałem kreować sytuacje (dla siebie oraz innych). Mieliśmy więc po prostu zdobywać punkty. Tutaj moja rola jest nieco inna ale już kiedyś grałem w podobnym stylu. Znów będę więc bardziej rozgrywającym, co mam nadzieję, że pomoże nam wygrać jak największa ilość spotkań.

Trudell: Jak wybór z 40 numerem w drafcie, prosto ze szkoły średniej, wpłynął na twoją karierę?

Williams: To tylko potwierdziło moją ciężką pracę. Miałem szczęście móc uczyć się od takiego weterana jak A.I. (Allen Iverson), czy też Kevin Ollie oraz grać pod skrzydłami Aarona McKie. Te osoby motywowały mnie i rzucały mi kolejne wyzwania w tak młodym wieku. Będąc więc tutaj, po 11 latach, bez jakiś zawirowań w mojej karierze – to tylko potwierdza moją ciężką pracę.

Trudell: Jakie było twoje doświadczenie z A.I.?

Williams: Bardzo pozytywne. Myślę, że bywał źle rozumiany przez media lub jego słowa był źle interpretowane. Czasami bowiem mówił to, co po prostu myślał. Za zamkniętymi drzwiami jednak był bardzo waleczną i wymagającą osobą, która zawsze dawała z siebie 110%. Zawsze z tobą rywalizował i tym sposobem motywował cię do cięższej pracy. Dlatego też uważam, że był źle rozumiany przez niektórych. Był bowiem bardzo dobrym partnerem z drużyny – przede wszystkim pozytywnym, który zawsze wpływał na to, co działo się w szatni. Dawał z siebie wszystko.

Lou Williams podczas gry dla Lakers

Trudell: A jak to jest być kolegą z zespołu Kobe’ego? Po tylu latach gry przeciwko niemu.

Williams: Jest dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłem. Ma wysokie wymagania od wszystkich i to już na poziomie przygotowywania się do meczów, czy też całego sezonu. Oczekuje, że inni będą w zgodzie z jego podejściem do gry. Jest to więc dla mnie świetne doświadczenie mając kogoś, na kim można się wzorować i od kogo można czerpać porady. Na tym etapie mojej kariery, to ja często bywałem osobą udzielającą rad młodszym zawodnikom. Jednak posiadanie kogoś, kto może zrobić to samo dla mnie, jest bardzo pozytywnym doświadczeniem.

Trudell: Możesz podać tego jakiś przykład?

Williams: Niektóre rzeczy związane z zagraniem typu screen-and-roll, które dotyczy gry jedynki z trójką. Zazwyczaj staram się podejmować decyzję jak najszybciej. On poradził mi jednak, żebym nieco zwolnił i pokazał mi jak mogę manipulować defensywą rywali, a nie tylko robić coś z automatu. Grać bardziej w szachy, a nie tylko posługiwać się instynktem.

Trudell: Co zauważyłeś w relacji Byrona Scotta z obrońcami?

Williams: Nasza ofensywa jest bardzo otwarta. Ustawia swoich zawodników tak, aby mogli wykonać zagrania będąc na różnych pozycjach. Swoim obrońcom daje dużo swobody aby robili to, co uważają za naturalne. Myślę, że mając na uwadze nasz skład, będzie to najlepsze rozwiązanie w tym sezonie.

Trudell: Po tym jak zerwałeś ACL, jak dużo czasu potrzebowałeś aby znów być sobą?

Williams: Zajęło mi to jeden pełny rok, a właściwie półtora żeby odzyskać pewność w moim kolanie i bez niepokoju grać w koszykówkę, nie martwiąc się o wyskok, ścięcia itd. Także w sumie więc zajęło mi to wszystko chyba 18 miesięcy.

Trudell: Co tak w ogóle sądzisz o koszykówce?

Williams: Uwielbiam ją. To nadal jest dla mnie gra dzieci. Dzięki temu potrafię się zawsze odnaleźć. Bez względu na to, w jakiej gram drużynie. Uwielbiam skakać, rywalizować itd. Nie pozwalam stronie politycznej, czy też biznesowej ingerować w to. Kiedy jestem na parkiecie, to zawiązuję sznurówki i po prostu gram. Może to być w lato, na treningu, w meczu sezonu zasadniczego, czy też playoffs. Zawsze podchodzę do tego w ten sam sposób.

Trudell: Kiedy poczułeś, że może to być twój sposób na zarabianie?

Willias: Wydaje mi się, że w drugim roku gry w Philadelphii, kiedy nabrałem pewności siebie. Gra zaczęła się stawać coraz prostsza dla mnie. To był chyba przełomowy moment. Zacząłem sobie myśleć: Hej, to jest to, co możesz robić przez bardzo długi czas.

Trudell: A co z wcześniejszymi latami twojego życia. Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że możesz grać w NBA?

Williams: Prawdopodobnie w drugim roku gry w szkole średniej, kiedy zdobywałem po 40 punktów na mecz. Myślałem sobie wtedy: Chyba jestem całkiem dobry w tym sporcie. Później zacząłem zauważać scoutów na trybunach. Myślę więc sobie wtedy: Mam tylko 187 centymetrów wzrostu. Czy to się dzieje naprawdę?. Szczególnie, że masz na uwadze to, że Kobe Bryant, LeBron James, czy Kevin Garnett są wysokimi graczami, przez co mieli łatwiej odnaleźć się w lidze. Patrzę więc na siebie i mówię: Na pewno są tu dla mnie?. Ostatecznie stwierdziłem, że chyba sobie z tym poradzę i wykorzystam tę okazję do zaprezentowania się. I tak też się stało.

Lou Williams składający się do rzutu

Trudell: Co robisz poza grą w koszykówkę?

Williams: Relaksuję się w domu. Jestem zwyczajnym chłopakiem. Żyję w miejscu oddalonym o 45 minut od Atlanty. Cieszę się po prostu czasem spędzonym z przyjaciółmi, rodziną oraz moimi dwoma małymi dziewczynkami.

Trudell: Jaką radość dają ci dzieciaki?

Williams: Dają mi wiele radości. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że moja czteroletnia córka zdaje sobie sprawę z tego, że jestem osobą, którą rozpoznaje wielu ludzi. Natomiast moją jednoroczna córka zaczyna mówić. Jedna więc zaczyna za dużo mówić, a drugo dopiero skleja słowa (śmiech).

Trudell: Co robisz, gdy jesteś z nimi w domu?

Williams: Oglądam kanał Disney’a. Zazwyczaj leci Frozen albo Alvin i Wiewórki. Frozen widziałem już chyba z pięć razy. Często na nim zasypiałem. Ale ogólnie widziałem go z pięć razy.

Trudell: Masz jeszcze jakieś hobby?

Williams: Nic nadzwyczajnego. Po prostu lubię pooglądać kryminały w TV itp.

Trudell: Jaki jest twój ulubiony serial wszechczasu?

Williams: Martin jest jednym z takich. Scandal natomiast to jeden z tych nowszych, które śledzę od kilku ostatnich lat. Również The Wire mi się podobał. Nigdy natomiast nie wkręciłem się w Breaking Bad. Jakoś do mnie nie przemówił. Dużo oglądam za to Billa Mahera. Teraz kiedy jestem w L.A., to chcę się z nim spotkać. Nie rozumiem co prawda polityki ale sposób w jaki on o niej powiada sprawia, że zaczynam rozumieć.

Trudell: A oglądasz sporo meczów koszykówki?

Williams: Oglądam kiedy przeglądamy taśmy drużyn, z którymi przyjdzie się nam zmierzyć. Jako fan natomiast trudno jest oglądać. Zamiast cieszyć się zagraniami np. LeBrona Jamesa, to skupiasz się na zagrywkach granych przez rywali. Patrzysz jak ustawia się defensywa i jak wszyscy zawodnicy rotują.

Źródło: Lakers.com (link)

Tagi:

2 komentarze

  1. No i prosze co wymyslił nasz trenerek…. ja lubie lou, i uwazam ze to jest bardzo dobry gracz z ławki idealny :) a nawet bym go w pierwszym puscil, no ale znowu potwierdza sie kogo to wina :)

Skomentuj