1 na 1: D’Angelo Russell

Opublikowane przez , 14 stycznia 2016 w Wywiady, 1 na 1, 8 komentarzy

Aby lepiej zrozumieć D’Angelo Russella jako zawodnika, najlepszym co można zrobić, to zrozumieć go, jako osobę. W tym celu należy spojrzeć chociażby na jego relacje z dwoma starszymi braćmi, Antonio i LeShawnem. Russell jest bardzo blisko z rodzicami, ale sposób w jaki prowadzi się poza parkietem, jest efektem kontaktów z 211‐letnimi braćmi, którzy obecnie mieszkają razem z nim w Los Angeles. Spędziliśmy z wybranym przez Lakers z drugim numerem w Drafcie zawodnikiem sporo czasu, aby poznać jego rodzinę, kontrastujące doświadczenia z liceum i college’u, kulisy przyjścia do NBA, podejście do nauki, gier wideo, muzyki i wielu innych rzeczy.

Wiem, że jesteście z braćmi bardzo blisko. Dojdziemy do tego, jak wyglądało to, gdy dorastaliście, ale jak teraz patrzycie na tamte dni, kiedy ze sobą rozmawiacie?

Kiedy siedzimy razem w salonie, zawsze wspominamy wszystkie śmieszne rzeczy, które robiliśmy dorastając i to, co wpędzało nas w kłopoty. Człowieku, mieliśmy niezły ubaw. A kto nie pakowałby się w kłopoty, mając dwóch starszych braci i czterech starszych kuzynów, którzy mieszkali zaraz obok?

W jakie kłopoty się pakowaliście? Mieliście problemy jak wszyscy młodzi chłopcy? Dużo niszczyliście?

Cóż, moja babcia miała największy dom w rodzinie, który dziadek zbudował gołymi rękoma. Miała w nim pełno wartościowych rzeczy, jakieś żyrandole, lampy, po prostu wszystko. A my w tym domu graliśmy w kosza, ćwiczyliśmy drybling, graliśmy w futbol, wspinaliśmy się na wszystko. Rozwalaliśmy rzeczy, a babcia się denerwowała i mówiła mojemu tacie, a my staraliśmy się wymyślić jakieś kłamstwo albo przyznać tacie, że jeden z nas to zrobił, żeby nie był zły na wszystkich. A potem kłóciliśmy się, kto doniósł na kogo tacie.

Zawsze byliście ze sobą tak blisko?

Ooo nie, Antonio i ja niecierpieliśmy się. LeShawn nie trenował żadnego sportu, ale zawsze był świadkiem moich kłótni i walki z Antonio. Wzajemnie się nie cierpieliśmy. Ale teraz nie mogę bez niego żyć. Jeśteśmy najlepszymi przyjaciółmi, to szaleństwo. Mój tata zawsze mówił do Antonio: „Jak twojego brata tu zabraknie, to dopiero wtedy za nim zatęsknisz!”. A ja na to: „Tak, będziesz za mną tęsknił!”, wykorzystywałem to przeciwko niemu. Wszyscy chodziliśmy do tej samej szkoły i kiedy ja byłem freshmanem na Louisville Central, tam gdzie chodził też Muhammad Ali, moi bracia byli 2 klasy wyżej. Ale jako drugoroczniak odszedłem do szkoły z internatem na Florydzie (Montverde Academy), miałem wtedy 15 lat.

Wiem, że Montverde jest znana z wysokiego poziomu nauczania, ale obecnie jest też znana z powodu swoich absolwentów, którzy trafili do NBA, w tym Joela Embiida, Luca Richarda Mbah a Moute, Michaela Fraziera i obecnego studenta LSU, Bena Simmonsa. Czyli przechodząc tam nie straciłeś chyba dużo?

Wygraliśmy 3 mistrzostwa kraju (rywalizowali tylko z innymi prywatnymi szkołami, Russell wygrał 2 jako uczeń, 3 mistrzostwo Montverde zdobyło, gdy był on na 1. roku w Ohio State – przyp.red.) Wygrywaliśmy z Oak Hills Academies, kiedy mieli bilans 40‐1 i tak dalej. Wiem, że przez cały pobyt tam, przegrałem 3 mecze, a w 2 nie grałem.

Jacy byli Embiid i Simmons jak byłeś w Montverde?

Talent Joela nie ujawnił się aż do college’u. Był dobry, ale nikt nie przypuszczał, że dostanie się do ligi. Ben przyszedł jako drugoroczniak, a ja byłem na trzecim roku, chociaż tak naprawdę jest ode mnie rok starszy (20), ale od razu wiedziałem, że będzie świetny. Jest taki wszechstronny, nie można go określić jednym słowem. Robił wszystko… przypomina mi Giannisa Antetokounmpo.

Wracając do Twoich braci, jak się to potoczyło dalej, kiedy przeniosłeś się na Florydę?

Dzwoniłem do mojego taty i pytałem się, co u nich słychać, za nic nie zadzwoniłbym do braci. A on mówił: „Twój brat, Antonio, chciał ci przekazać, że tęskni za tobą.”. A ja na to: „Co?”, a chwilę potem dodawałem: „Ja też za nim tęsknię.”. A potem mówiłem, że muszę iść, tak dziwne to było.

Okej, kochaliście się, ale ciężko to przyznać po tylu latach rywalizowania między sobą. W jaki sposób doszła do tego koszykówka?

Antonio zawsze był ode mnie lepszy w kosza, ale w pewnym momencie ja zaliczyłem ogromny progess i nie wtedy jego zwycięstwa nie były już takie pewne. Kiedy graliśmy po moich powrotach do domu, rywalizowaliśmy na całego. Mogłem go pokonać, ale to Antonio zwykle wygrywał. Ale kiedy odszedłem ze szkoły i zacząłem samodzielne życie, przestał naciskać na grę 1 na 1, bo wiedział, że go zniszczę. Wróciłem ze szkoły z internatem, jako dużo lepszy zawodnik, a on na to: „Człowieku, rozwalasz mnie!”. Myślał, że osiągnie coś w koszykówce, ale nagle ja dostawałem oferty stypendiów, a on dojrzał do tego, żeby zrozumieć, że jego miejsce jest przy mnie, jako najwierniejszego fana. Tweetował o mnie, wrzucał zdjęcia na Instagrama, brał udział w wywiadach, opowiadał o mnie. Gadał o mnie ze swoimi znajomymi, z każdym… I wtedy zbliżyliśmy się, a ja zrozumiałem, jak bardzo go szanuję. Mój drugi brat, LeShawn, nigdy nie miał tego ducha rywalizacji sportowej, ale jeśli chodzi o naukę, to obaj moi bracia byli świetnymi uczniami.

Miałem podobną relację z moim starszym bratem, który ma 2 lata więcej ode mnie i dużo czasu zajęło mi zdobycie jego szacunku. Ale kiedy już go zdobyłem, jako 18‐latek, zaczęliśmy być nierozłączni. Wiem, jak to się zmienia i jak wygląda, kiedy starszy brat może kształtować ducha rywalizacji u młodszego. Wiesz o co mi chodzi?

Pewnie. Pamiętam, jak graliśmy 1 na 1 i zawsze się kłóciliśmy. Mój tata wychodził na zewnątrz i nas uciszał, a potem po prostu patrzył. Ja zawsze mówiłem, że był faul, a mój brat, który był większy, nigdy tego nie zauważał. Grał ze mną pod koszem, przepychał mnie, a ja zawsze chciałem go obejść i zabrać piłkę. Ale jeśli mi się nie udało, jeśli mi na to nie pozwałał, zawsze mówiłem: „Spróbuj trafić bez przepychania mnie pod kosz!”. Dzięki temu nauczyłem się używać swojej szybkości przeciwko wyższym zawodnikom, ale też grać twardo i fizycznie z wyższymi ode mnie. Tata kazał Antonio być dla
mnie twardym, ja płakałem, ale dzięki temu jestem obecnie taki konkurencyjny. Dzięki temu chciałem być od niego lepszym we wszystkim. Myślę, że wiele osób ma takie relacje ze swoim starszym bratem, ale to jest naprawdę pozytywna sprawa.

Teraz żyjesz swoim życiem, ale twoim braciom należą się podziękowania, za ukształtowanie cię.

Tak, pamiętam, że ludzie mówili, że wyglądamy podobnie, a my tak się niecierpieliśmy, że zaprzeczaliśmy, gdzy ludzie pytali w szkole, czy jesteśmy rodzeństwem. „Ale wyglądasz jak on!” mówili, a ja zaprzeczałem. Pierwszy rok był najgorszy, bo Antonio był w tej samej szkole na trzecim roku. Ludzie mówili mu, że jego brat jest taki dobry w kosza, a mój brat mówił: „Jest ok.”. Ja byłem w wyjściowym składzie jako pierwszoroczniak, a on nie grał. Kiedy ja zacząłem grać niesamowicie, ludzie wykorzystywali to przeciwko niemu mówiąc, że jestem lepszy. Nienawidził tego.

Russell w starciu z Hawks

Nie jestem starszym bratem, więc nie wiem jak to jest, ale wyobrażam sobie, że to boli, kiedy młodszy brat odnosi większy sukces w czymś, co kochasz. Ale jeśli między braćmi też jest miłość, z czasem to zmienia się we wspieranie młodszego, tak mi się wydaje. Ale nie było łatwo tak do tego podejść, kiedy miałeś 14 lat, zwłaszcza, że ze sobą rywalizowaliście we wszystkim.

Pamiętam, że najbardziej bolało mnie, kiedy mój brat odbierał nagrody za osiągnięcia naukowe. Tata przykładał dużą wagę do ocen, ale był też fanem koszykówki. Cieszył się z dobrych wyników w nauce, ale ponad wszystko była moja koszykówka. Wydaje mi się, że mój brat myślał, że tata wolał mnie, ze względu na koszykówkę i bolało mnie, gdy otrzymał narodowy certyfikat za wybitne osiągnięcia naukowe i po prostu go wyrzucił. Nawet nie pokazał tego tacie, bo zobaczył na pasku informacyjnym na ESPN, że „D’Angelo Russell otrzymał stypendium od tej i tej szkoły”. Czuł się bez szans w tej rywalizacji. Więc wracając do początku, kiedy teraz ludzie mówią, że wyglądamy podobnie, mówię:  „Tak, to mój najlepszy przyjaciel!”. I czasem ludzie mylą go ze mną i proszą go o wspólne zdjęcie, a ja je robię, udając, że on jest mną. Rozdaje czasem za mnie nawet autografy, nikomu to nie przeszkadza.

Człowieku, to musiało być ciężkie dla Antonio, ale dobrze, że teraz mimo wszystko tak się wspieracie. W międzyczasie, przeczytałem, że zawsze miałeś świetny kontakt z tatą. Jak byś to opisał?

Tak, jesteśmy sobie bardzo bliscy. To tak, jakbyśmy wszyscy byli braćmi i najlepszymi przyjaciółmi. To jest szalone.

A jak jest z twoją mamą?

Też jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Ona zawsze traktowała mnie jak swojego małego synka. Zakazywała moim braciom mnie dotykać, nie chciała, żebym grał z nimi w futbol. Ja mówiłem jej, że chcę, ale jeśli chociażby się zadrapałem, ona od razu chciała jechać do szpitala. Była trochę nadopiekuńcza.

Wiem, że ciągle mieszkają w Louisville – czy chciałbyś, żeby kiedyś przenieśli się do Los Angeles?

Chciałbym, ale mam młodszą siostę, którą tata wychowuje w Louisville. Chciałem, żeby mama się tu przeprowadziła, ale jest bardzo przywiązana do swoich przyjaciół, mieszka w Louisville całe swoje życie, więc raczej nie zostawi tego wszystkiego.

Jesteś z bardzo kochającej się rodziny, potem byłeś znów w grupie, która była blisko ze sobą, mówię tu o twoim pierwszym roku na Ohio State. Czy NBA pod tym względem różni się o wiele?

Bardzo. Zawsze podaję tu przykład szatni. Kiedy jesteś w college’u, wchodzisz do szatni, widzisz swoich kumpli i pytasz, co robią po treningu, czy idziemy gdzieś coś zjeść, a może na imprezę? I wszyscy mówią o tym, gdzie i kiedy idziemy i co będziemy robić. Tu, w NBA, masz ludzi z innymi priorytetami. Jeden zawodnik musi odebrać syna ze szkoły, inny jechać opłacić czynasz. Ale ja mam 19 lat, mi potrzeba tylko mieć działające Wi‐Fi, żeby grać w „Call of Duty”. Mam zupełnie inne priorytety niż inni. To chyba największa różnica.

Jestem pewien, że to też różni się do pewnego stopnia w poszczególnych drużynach, ale nie było Ci łatwo, nawet jeśli rozumiałeś dlaczego tak jest?

To jest coś anormalnego dla mnie, jestem przyzwyczajony do czegoś innego. To pozwala mi pozostać sobą, a moi koledzy z drużyny są dla mnie jak bracia. Tak samo jest z Lakers, tylko może są tu inne priorytety. W college’u to nauka, koszykówka, zabawa.

Czy nie przeszkadza ci to tak bardzo w Lakers, ponieważ twoi bracia są tutaj z tobą?

Pewnie. To znaczy, moi bracia to czują. Antonio przed chwilą mi właśnie wysłał smsa, żebym pozostał skupiony. On wie, kiedy wracam z treningu i coś jest nie tak. Pyta się wtedy, co się stało, co jest nie tak, a ja odpowiadam, że ktoś był lepszy ode mnie, to nie był mój dobry dzień. A on odpowiada, że jutro będzie lepszy, że mam przed sobą 82 mecze i ponad 100 treningów. Oni zawsze są pozytywnie nastawieni.

Z powodu wysokiego numeru, z jakim zostałeś wybrany w Drafcie, oczekiwania i nadzieje wobec ciebie są duże, niektórzy już cię oceniają, mimo tego, że to dopiero początek twojej drogi i jesteś jeszcze młody. Nie wszyscy, ale mimo wszystko, czujesz, że ludzie chcieliby zobaczyć coś niesamowitego od pierwszego dnia?

Tak, najlepiej od razu. Ale właśnie dlatego nie obchodzi mnie krytyka na portalach społecznościowych. Teraz nawet niezbyt podoba mi się udzielanie wywiadów, bo wiem, że jak już raz dogadam się i zgram z drużyną, trenerami i innymi ludźmi, ludzie będą mówić o problemach, jakie miałem przed paroma miesiącami i jak sobie z nimi poradziłem. Wszędzie, gdzie byłem, najpierw było ciężko, ale potem osiągnąłem sukces. Najpiew w Montverde byłem zmiennikiem Mike’a Fraziera i czułem, że jestem od niego lepszy. On jest naprawdę dobry, ale ja byłem pewny siebie i niedługo później to ja byłem starterem, a on stracił formę, a ludzie patrzyli na mnie i mówili, żebym prowadził drużynę, a ja miałem dopiero 15 lat! Ale trener bardzo mi pomógł. Potem byłem w college’u i na początku roku nie szło mi, ale potem się zaaklimatyzowałem i wystrzeliłem. Nigdy nie przypuszczałem, że zostanę wybrany z „dwójką” w Drafcie, ale tak się stało. Tutaj też nie szło mi na początku, miałem wzloty i upadki. Ale to już zupełnie inny poziom, grasz przeciwko dorosłym facetom, weteranom. Przeciwko trenerom z Hall of Fame, którzy pozbawiają cię wszystkich twoich atutów, to coś zupełnie innego. Tak więc chyba zawsze będę tak miał, że nie od początku będę świetny. Nie chcę osiągnąć szczytu umiejętności na starcie, uwielbiam proces stawania się lepszym, uwielbiam słuchać, jak ludzie mówią, że jestem beznadziejny, że jestem niewypałem. Uwielbiam! Bo nieważne, czy miesiące czy lata później, cokolwiek by się nie stało, oni będą myśleć o tym, co kiedyś mówili i żałować tego.

Jak dogadujesz się i kontaktujesz z kolegami z drużyny, nawet jeśli mówisz, jak skomplikowane to wszystko jest, jak ten proces wygląda?

Obecnie jest ciężko, bo przegrywamy. Mamy Kobego i grupę młodych zawodników, którzy chcą coś udowodnić. Czas pokaże, kto z tej grupy zostanie liderem, kto jest wzorem do naśladowania, pracusiem. Czas pokaże. Teraz musimy skupić się na słuchaniu trenerów i podnoszeniu indywidualnych umiejętności, musimy być bardziej fizyczni, żeby być w pełni gotowym na każdy mecz.

Czy od zawsze wiedziałeś, że to będzie koszykówka? Czy może był jeszcze jakiś sport, w który mógłbyś pójść?

To była zawsze koszykówka. Byłem w sumie całkiem dobry w futbol, ale nie widziałem siebie, jako zawodowca. Uwielbiam też piłkę nożną – zarówno oglądać, jak i grać w nią, ale nie jestem w to taki dobry. Moja szkolna drużyna w szkole wyższej była pierwsza w kraju przez jakieś 8 lat. Mieliśmy chłopaków z Brazylii, Kostaryki, z całego świata. Przychodzili do Montverde tylko po to, żeby grać w piłkę nożną i są teraz zawodowcami. Tam właśnie pokochałem piłkę. Jakbym w nią grał, to prawdopodobnie byłbym obrońcą.

D'Angelo Russell i Julius Randle

Z twoim wzrostem (6’5), moglibyśmy wrzucić cię na skrzydło, ale faktycznie, stoper mógłby być najlepszym miejscem…

Tak, ale piłka nożna to jedno wielkie zagrożenie dla ścięgien. Sposób, w jaki chłopaki trenowali w Montverde, to było szaleństwo.

Rozumiem, że jesteś fanem mojej ulubionej drużyny, Manchesteru United, co pokazuje, jak mądry jesteś, jak na swój wiek.

Tak, Man U. Nimi gram zawsze w FIFIE. Ale lubię też pojedynczych zawodników, jak Garetha Bale’a z Realu Madryt. Ale jeśli chodzi o sport, to dla mnie najważniejsza jest koszykówka.

Jeśli byłeś tak dobry już w tak młodym wieku, to może nigdy nie myślałeś o tym, co robiłbyś w życiu, gdyby nie koszykówka?

Naprawdę nie wiem, co bym robił, gdybym nie doszedł do tego poziomu w koszykówce, nie mam pojęcia.

OK, wspominałeś, że twoi bracia świetnie radzili sobie z nauką i twój tata kładł na to duży nacisk. Jak było z tobą?

Moi bracia zawsze byli najlepsi w klasie. Ja starałem się robić wszystko, żeby dawać radę. Ale mój tata zawsze wymagał więcej i mi to powtarzał.

Więc wysilałeś się tylko na tyle, na ile musiałeś?

Szczerze, tak, tyle żeby móc grać w następnym meczu. Przynajmniej w szkole wyższej. W college’u byłem jakieś 6 miesięcy, ale miałem tam stypendium sportowe i naprawdę się przykładałem Chciałem udowodnić ludziom, że mylą się, mówiąc o stereotypie „tępego sportowca”. Byłem mądry, ale przed collegem byłem po prostu leniwy, jeśli chodzi o szkołę.

Ale chyba nigdy nie byłeś leniwy, jeśli chodzi o koszykówkę…

Nie.

Więc czemu w szkole?

Po prostu niektóre rzeczy mnie nie interesowały. Nie używałem algebry, odkąd odszedłem ze szkoły. Przedmioty humanistyczne i angielski rozumiem, to musisz wiedzieć.

Czy niektóre przedmioty, jak matematyka, nie trenują twojego mózgu, jak myśleć na różne sposoby, jak patrzeć na coś pod różnymi kątami? Jak rozwiązywać problemy?

Dla mnie to sprawa zdrowego rozsądku. Ale powtarzam, jeśli szkoła zaczynała by się o 14:00, to byłbym zainteresowany. Ale o 7:30 rano, to jakaś masakra.

Wiele szkół wyższych wydaje się propagować pomysłowość, odkrywanie, co tak naprawdę ucznia interesuje. Ja dopiero jakoś na drugim roku w college’u byłem w stanie skupić się na przedmiotach i tematach, które mnie tak naprawdę interesowały. Wtedy to zaczęła być dla mnie przyjemność, a nie walka o oceny. Ale ty byłeś w wyjątkowej sytuacji, wiedząc, że chcą cię w NBA, już jak zaczynałeś college. Jak sobie z tym poradziłeś?

Szkoła była fajna, ale po drugiej lekcji szedłem na siłownię. Zawsze tam byłem. Część szkoły wyższej jest dla mnie bezsensu. Są osoby z najwyższymi ocenami w szkole, ale kiedy przychodzi do SAT‐ów (egzaminy państwowe w USA – przyp.red.) to oblewają je. To jest dla mnie bez sensu. Uczysz się od przedszkola aż do tego testu i on decyduje o tym, czy dostaniesz się do cellege’u czy nie. To nie tak powinno wyglądać. Ale teraz już na to za późno, tak wygląda nasz system, po to aby odseparować
szkoły z Ivy League i pozostałe, bo ludzie stamtąd mają jakieś chore wyniki SAT‐ów i ACT, ale co jeśli ktoś mądry zwyczajnie nie jest dobry w pisaniu testów?

Ale jest parę dziedzin, w których to się wyrównuje. Na przykład sport, czy muzyka. Jeśli jesteś świetny w graniu w kosza albo na skrzypcach, masz dużo większą szansę dostania się do szkoły, która docenia połączenie talentu i ciężkiej pracy. Jeśli twoja średnia jest całkiem dobra, to może twoje wyniki testów nie muszą być aż tak wysokie.

Racja, ale raz jak jak już wejdziesz w to, to musisz się dostosować, być po prostu średni. A mi nie podoba się ocenianie ludzi na tej podstawie.

OK, wróćmy do twoich doświadczeń. Jak wyglądała nauka na Ohio State?

Było ciężko. Szczególnie przychodząc z małej szkoły wyższej z małego miasta do jednego z największych uniwersytetów świata. To wszystko było takie nowe, że po prostu ubierałem bluzę, szedłem na zajęcia, słuchałem i wychodziłem. Zawsze robiłem wszystko przed czasem. Wiedziałem, że nie będzie chciało mi się robić wszystkiego w czwartek albo piątek. Odrabiałem wszystko w poniedziałek i oddawałem następnego dnia i miałem spokój na cały tydzień. Potem musiałem tylko być na zajęciach.

Co pamiętasz jeszcze z college’u?

Relacje, jakie stworzyłem z moimi trenerami były niesamowite. Pokazali mi lepszą perspektywę życiową zarówno na parkiecie, jak i poza nim, ponieważ byli wzorami do naśladowania, a nie tylko trenerami. Nie byli idealni, ale znali się na ludziach. Rozumiałem ich.

OK, jako, że masz dopiero 19 lat, to zastanawiam się, jaka była twoja ulubiona gra wideo podczas dorastania. Prawdopodobnie grałem w nią jak miałem 34 lata w moim college’u.

Clarkson, Russel i Bryant - podstawowa trójka zawodników Lakers

Prawdopodobnie Mario Kart?

Tak, świetna, na Nintendo 64. Goldeneye 007 było jednak moją ulubioną.

Tak, James Bond. Ale Mario Kart przebijało wszystko. Uwielbiałem tego zielonego gościa.

Yoshi? Tak, to był gość.

(chwila zamyślenia) Nie, Luigi!

Aaa, nie był tak dobry jak Yoshi, ale niech ci będzie. Jeden z twoich braci był pewnie Yoshim.

My rywalizowaliśmy we wszystkim. Kto najdalej rzuci kamieniem, kto najmocniej rzuci piłką. Nigdy nie chcieliśmy być w tej samej drużynie. Musieliśmy być w różnych, żeby walczyć przeciwko sobie.

A co, jeśli chodzi o muzykę? Czy twoi bracia wkręcili ci jakiś konkretnych wykonawców albo zespoły?

Kocham muzykę. Oni wiedzieli o YouTube przede mną i zawsze słyszałem, jak puszczali muzykę, do czasu, aż nauczyli mnie, że można tam wyszukać każdą piosenkę i jej posłuchać. Lubili Ushera…

Aaa, „My Way” i „Confessions”, rozumiem.

Tak, ale ja byłem trochę inny. Słuchałem Green Day i takich rzeczy.

„Dookie” było pierwszą kasetą magnetofonową, jaką kupiłem w latach 90., konkretnie w 1994.

Uwielbiam Green Day. Znam Boulevard of Broken Dreams, American Idiot z albumu z 2004 roku… Słuchałem tego wszystkiego.

Z drugiej strony, wielu z najlepszych hiphopowców zaczynało swoje kariery, około czasu kiedy ty się urodziłeś. Właściwie w 1996, kiedy przyszedłeś na świat, wyszedł najlepszy rapowy album wszechczasów, „All Eyez on Me” 2paca.

Racja. Cóż, słuchałem też Drake’a, J.Cole’a, Young Jeezy, 50 Centa, Lil’ Wayne’a. Mój tata uwielbiał muzykę i puszczał w samochodzie płyty, które miały wyjść za kilka tygodni.

Urodziłeś się trochę po moim ulubionym składzie hiphopowym, A Trbe Called Quest, którzy rywalizowali tylko z Wu Tang Clanem i N.W.A.

Hmm, słuchasz Logica? On ciągle wspomina o Tribe, ale nigdy jakoś nie przemawiała do mnie ich muzyka.

Musisz posłuchać Tribe. Staram się wyświadczyć ci przysługę. Zacznij od któregokolwiek z tych albumów: „The Low End Theory”, „Midnight Marauders” albo „Beats Rhymes and Life”. Podziękujesz mi później. Właściwie to wspomniałeś o J.Cole’u. On użył sampla z jednego z najlepszych kawałków Tribe, “Electric Relaxation” na swoim kawałku “Forbidden Fruit” z Kendrickiem Lamarem. Masz, sprawdź to. (puszcza piosenkę na iPhonie)

Ooo, OK. (śpiewa) „Hey yo, I walked through the valley of the shadow of death, when ****** hold tec’s like they mad at the ref”.

Widzisz, dobrze ci idzie. Leć po swoje słuchawki!

Tribe Called Quest, ogarnę ich.

Źródło: Lakers.com (link)

8 komentarzy

  1. StaryFan

    No cóż, powinien jeszcze trochę zmądrzeć przez kilka lat.

    Ingram 55% za 2, 40% za trzy, zbiera, przechwytuje, blokuje. Nowy KD?

    Aaa wg. więcej niż plotek – DeRozan 100mln/4 od LAL. Niech już Kupchak da sobie spokój z GM.

    76 chętnie opchną kogoś z wysokich JE, JO, NN. Tutaj niech się postara, nie dużego maxa za latawca z małymi jajami.

  2. Dałoby radę pogrubić kwestie Trudella? Bo obecnie dość niewygodnie się to czyta.

  3. @LUKISACZ

    Zrobione :)

  4. StaryFan napisał(a):Ingram 55% za 2, 40% za trzy, zbiera, przechwytuje, blokuje. Nowy KD?.

    Tak mówią i tak wygląda, czy tak się rozwinie to wiadomo, że nie wiadomo, ale predyspozycje ma. Swoja drogą Bender jak go tak pooglądać też może mieć wejście jak Kritaps.

    Aaa wg. więcej niż plotek – DeRozan 100mln/4 od LAL. Niech już Kupchak da sobie spokój z GM.

    Miałem włączonego twittera jak Pincus na pytania odpowiadał i on nie spodziewa się, żeby Whiteside wylądował w LA. Natomiast maks dla Rozena to nie jest to czego bym chciał. Barnes, choć nie za bardzo widzę jak GSW go odpuszczą.

    76 chętnie opchną kogoś z wysokich JE, JO, NN. Tutaj niech się postara, nie dużego maxa za latawca z małymi jajami

    Tylko jak? Randle + Clarkson? Wątpliwe. Chciałbyś Okafora?

  5. StaryFan
    szymken napisał(a):Tylko jak? Randle + Clarkson? Wątpliwe. Chciałbyś Okafora?

    Nie. Ale NN nie odnajdzie się w tym układzie (PF) przenigdy i powinien być najtańszy. 25mln/y dla DeRozana to kontrakt na poziomie ostatniej umowy KB i kolejne 4 lata gry o I rundę. GSW muszą myśleć o umowie dla faceta z ochraniaczem w zębach i chyba nie muszę mówić ile wyniesie.

  6. DrJ

    Zaskoczył mnie strasznie Trudell z tym ATCQ, wie co dobre.

    StaryFan

    Ale on ma 19 lat, potrzeba mu tylko mieć dzia­ła­jące Wi‐Fi, żeby grać w „Call of Duty”. Ma zupeł­nie inne prio­ry­tety niż inni. W sumie już wolałbym się uganiać za młodą Kardashianką, niż tracić czas przed konsolą.

    Z drugiej strony DeRozan mówi,że chciałby zakończyć karierę w Toronto,ale deklaracje wolnych agentów w styczniu nijak się będa miały w lipcu.

  7. StaryFan
    DrJ napisał(a): W sumie już wolałbym się uganiać za młodą Kardashianką, niż tracić czas przed konsolą.

    Portugalski byk dał jasno do zrozumienia, że pozwoli się dźgnąć dzidą i zdrowo wydoić. Młody zarabia na jej poziomie. Jak zostanie gwiazdą lub ożeni się z Jimem i dostanie 100/3, to zapewne wydoi i jego. Za darmo, futra nie zdejmuje nawet jej ojciec – matka, czy cokolwiek to jest.

    Od samego uganiania broda mu nie urośnie, ale mając wifi zawsze może sprawdzić czy warto za nią gonić w przyszłości.

  8. LukiSacz napisał(a):Dałoby radę pogrubić kwestie Trudella? Bo obecnie dość niewygodnie się to czyta.

    Wybacz, nie mialem wczoraj czasu juz tego zrobic.

    jedrzej.nowe napisał(a):@LUKISACZ
    Zrobione :)

    Dzieki za czujnosc :)

Skomentuj