09/12/2014 Kings vs Lakers

Opublikowane przez , 9 grudnia 2014 w Media, Gameday, 2014 – 15, 8 komentarzy

BOXSCORE Sacramento Kings

Los Angeles Lakers

PREGAME Starcie z Sacramento zapowiadało się na pojedynek pod tytułem: Kto zatrzyma DeMarcusa Cousinsa i czy będzie to Jordan Hill. Jednakże podkoszowy Sacramento wypadł z gry na pewien okres z powodu nieznanego wirusa. Dziś z Lakers na pewno nie zagra, a to oznacza, że Hill, Davis czy Boozer będą mieli dużo więcej swobody pod koszem rywali, a zawodnicy obwodowi powinni z nimi nierzadko współpracować. Nie będzie więc tak ciężko zdobywać punkty z pomalowanego ani powalczyć na tablicach jak to miało miejsce w starciu z New Orleans Pelicans. W tamtym meczu Byron Scott wprowadził dwie zmiany w wyjściowym składzie. Za Jeremy’ego Lina zagrał Ronnie Price, a za Boozera spotkanie rozpoczął Ed Davis. Na nic to się jednak zdało i Lakers polegli. Czy dziś Scott ponownie posadzi na ławce Lina i Boozera tego nie wiadomo, ale pewne jest iż coś w grze Jeziorowców trzeba zmienić. Kolejne porażki upewniają nas w tym, że playoffs są nierealne w tym sezonie, ale przegrywanie w takim fatalnym stylu to wstyd dla takiej organizacji i lekki brak szacunku dla kibiców. Z Sacramento będzie szansa na to aby zmazać nieco swoje winy. Bez Cousinsa ten zespół poległ w czterech z pięciu meczów i widać, że brakuje im lidera. Próbuje nim być, niejako w zastępstwie Rudy Gay, ale bez zbiórek i znakomitej defensywy ze strony DeMarcusa nie da się zwyciężać. Jedyny mecz jaki Kings wygrali w ostatnim czasie miał miejsce wczoraj, kiedy rozprawili się z Utah Jazz. Ekipa z Salt Lake City to jeden z outsiderów ligi, obecnie ma bilans identyczny jak Lakers, co oznacza, że Jeziorowcy wygrywając dziś przesuną się na 13 miejsce w Konferencji. Jeśli oczywiście tego dokonają, bowiem ich ostatnie występy w Staples tego nie zapowiadają. Bilans 2-9 u siebie, ponadto co warto zaznaczyć 0-5 we własnej dywizji i aż 1-14 z zespołami z Konferencji Zachodniej. Podopieczni Byrona Scotta to najgorsza defensywa ligi, pozwalają swoim rywalom na 110.9 pkt/mecz. I to się już chyba nie zmieni, bo przecież nagle ci gracze nie nauczą się bronić. Trzeba więc próbować dokonać zmian. Lakers mają wyjątki od kontuzji Randle’a i Nasha, warto więc z nich skorzystać. Może czas poszukać jakiejś większej wymiany, która zmieni diametralnie oblicze tej drużyny, bo jak na razie ten sezon wiążę się tylko z tym kiedy Kobe Bryanta wyprzedzi Michaela Jordana. Reszta spada na dalszy plan.
Prawdopodobne pierwsze piątki:
C.Jordan Hill – Reggie Evans
PF. Ed Davis – Jason Thompson
SF. Wesley Johnson – Rudy Gay
SG. Kobe Bryant – Ben McLemore
PG. Ronnie Price – Darren Collison

Kontuzje:
S. Nash: Ból ple­ców – Out do końca sezonu
J. Ran­dle: Zła­mana kość pisz­cze­lowa – Out do końca sezonu
X. Henry: Zerwane ścię­gno Achil­lesa – Out do końca sezonu
R. Kelly: Roze­rwane ścię­gno udowe – Out

D. Cousins – Wirus – Out

Data:
9 listopada 2014, wtorek o 4:30 czasu polskiego w hali Staples Center, Los Angeles

POSTGAME Magic Johnson, legenda Los Angeles Lakers, powiedział przed meczem, że chce aby Jeziorowcy przegrali wszystkie mecze do końca sezonu. Byron Scott od razu ostro zareagował na taką krytykę. Jednakże jego podopieczni chyba usłyszeli co powiedział były rozgrywający tej organizacji i zastosowali się do jego słów w pierwszej połowie. Gospodarze wyglądali jakby zamierzali się podłożyć Kings. Pudłowali na potęgę, szczególnie z dystansu, gdzie po dwóch kwartach byli 1/12, a łącznie trafili do przerwy 37% swoich rzutów. Wydawało się, że pragną przegrać, tak jak sobie tego życzył Magic, ale jeden człowiek nie zamierzał składać broni. Kobe Bryant w drugiej odsłonie poderwał swój zespół do walki. Zaczął od tego, że sam postanowił więcej podawać kolegom, a to przełożyło się na więcej celnych rzutów Lakers. Lepiej wyglądała także gra obronna, dzięki czemu kibice otrzymali darmowe tacos, ponieważ Sacramento zostali zatrzymani poniżej 100 punktów. Co po 1 połowie, gdzie mieli 55 i trafiali ponad 50% rzutów wydawało się nierealne. Warto jednak dodać, że Kings zagrali kolejny raz bez swojego lidera DeMarcusa Cousinsa, dlatego też ich występ mógł być nieco gorszy. Ba! Bez centra są na razie 2-5, co tylko pokazuje jak wielką wartość ma były gracz Kentucky dla tej drużyny. Co nie zmienia jednak faktu, że przez całe spotkanie byli równorzędnym rywalem dla Lakers, a nawet przez większą część prowadzili. Dopiero w końcówce czwartej kwarty do głosu doszedł Bryant. Najpierw asystował przy dwóch rzutach kolegów, dzięki czemu straty zmniejszone zostały do trzech punktów, a później sam najpierw w kontrze wsadem, a następnie trójką doprowadził do remisu. Wyjście na prowadzenie to również dzieło Kobe, w duecie z Hillem. Kings próbowali jeszcze odpowiedzieć i nawet odzyskali prowadzenie, ale Bryant wolnymi (4/4 w końcówce) dokończył dzieło. Na uwagę zasługuję także fakt iż Lakers w tym meczu zaledwie 5 razy stracili piłkę i aż 14 razy zebrali piłkę w ataku. Magic może jednak spać spokojnie. To był tylko wypadek przy pracy, wyjątek od reguły. Lakers nie wygrają w tym sezonie już wiele spotkań. Nie zrobią tego, jeśli się nie wzmocnią, bowiem ich gracze zadaniowi może i współpracują dobrze, ale lidera poza Bryantem nie widać. A Kobe ma już 36 lat i sam nie pociągnie drużyny.

Liderzy:
Punkty: Kobe Bryant (32)
Zbiórki: Carlos Boozer (9)
Asysty: Bryanta i Price (6)
Przechwyty: Trzech graczy (2)
Bloki: Wesley Johnson (2)

RELACJA


FULL GAME Nie­stety, nie masz upraw­nień aby zoba­czyć ten wpis.
HIGHLIGHTS
VIDEOS
WYWIADY

8 komentarzy

  1. Myślę, że spod prysznica byłoby jeszcze trudniej i bardziej spektakularnie.

  2. DrJ

    T-Mac chce zagrać w Lakers. Jeszcze tylko Iverson wróci, sprowadzić Love’a i Melo, a Spalding nie nadąży z produkcją.

  3. StaryFan napisał(a):

    Myślę, że spod prysznica byłoby jeszcze trudniej i bardziej spektakularnie.

    Tu nie chodzi o rzut tylko o to ile przy nim obrońców. Nie wiem dlaczego się do tego rzutu przyczepiłeś skoro to rzut na furę szczęście w ostatnich sekundach i nawet rzucany spod własnego kosza ma sens, bo czasami zdarza się trafić. Tutaj Kobe te był blisko.

  4. BlackMamba napisał(a):
    StaryFan napisał(a):

    Myślę, że spod prysznica byłoby jeszcze trudniej i bardziej spektakularnie.

    Tu nie chodzi o rzut tylko o to ile przy nim obrońców. Nie wiem dlaczego się do tego rzutu przyczepiłeś skoro to rzut na furę szczęście w ostatnich sekundach i nawet rzucany spod własnego kosza ma sens, bo czasami zdarza się trafić. Tutaj Kobe te był blisko.

    Aaa…. jak o "furę szczęścia" to najmocniej przepraszam i zwracam honor. Nie ogarnąłem.

    Zwróć proszę uwagę na całość akcji o "furę szczęścia", bo akurat takich, to Kobas ma więcej, niż Carlos włosów.
    "Tu nie chodzi o rzut tylko o to ile przy nim obrońców", no dokładnie tak :D, i jeszcze od kiedy są ci "obrońcy" :D, i przede wszystkim, co się w takiej sytuacji ROBI.

    Oczywiście, że się holuje i rzuca :D , bo rzuca się przecież zawsze…
    A jak nie zawsze, to "zawsze" można jeszcze częściej :D .

  5. Nie no sorry DrJ i StaryFan ale w którym momencie i komu miał podać Bryant?

    Gdy dostał piłkę do rąk, to zostało 3.6 sekund do końca, a Bryant był najbliżej kosza rywali spośród wszystkich Jeziorowców. A Young i Lin nawet nie biegli żeby ustawić się do rzutu.

    Akurat w tym przypadku czepiacie się na siłę i zupełnie niepotrzebnie.

  6. DrJ

    Krystian, ale nie wstawiłem tego, żeby się czepiać. Po prostu dawno nie widziałem tak zmasowanej obrony na końcu 1q

  7. Air napisał(a):Nie no sorry DrJ i StaryFan ale w którym momencie i komu miał podać Bryant?

    Gdy dostał piłkę do rąk, to zostało 3.6 sekund do końca, a Bryant był najbliżej kosza rywali spośród wszystkich Jeziorowców. A Young i Lin nawet nie biegli żeby ustawić się do rzutu.

    Akurat w tym przypadku czepiacie się na siłę i zupełnie niepotrzebnie.

    No fakt. W NBA 3,6 s to bardzo mało czasu, zwłaszcza dla faceta po prawie dwóch dekadach gry.
    Ciekawe dlaczego Lin nie biegnie, skoro cieszynka doczłapał do linii 3 pkt.

    Ps. Dwa metry przed środkiem (koniec czerwonego napisu z nazwą hali :)), powinno być podanie i koniec holowania.
    Dyskusja zastępcza i bez sensu!
    GIF jak najbardziej udany!.

Skomentuj