06/03/2015 Lakers vs Grizzlies

Opublikowane przez , 6 marca 2015 w Media, Gameday, 2014 – 15, 0 komentarzy

BOXSCORE Los Angeles Lakers

Memphis Grizzlies

PREGAME Po dwóch porażkach z rzędu przeciwko Hornets i Heat, ekipa z Miasta Aniołów poleciała do Memphis, aby w piątkowy wieczór rozegrać spotkanie z miejscowymi Grizzlies. Choć w ich poprzednich dwóch meczach można było spodziewać się w miarę wyrównanego pojedynku, tak dzisiaj najprawdopodobniej zobaczymy dominację tylko i wyłącznie jednej drużyny. Mowa oczywiście o zespole ze stanu Tennessee, który w Konferencji Zachodniej nadal zajmuje drugie miejsce z bilansem 43 zwycięstw i 17 porażek. Niedźwiadki świetnie spisują się przede wszystkim na własnym parkiecie, gdzie wygrali 23 z 30 rozegranych spotkań. Nadal ich domeną jest świetna defensywa (DRTg na poziomie 102.5 punktów na 100 posiadań, szóste miejsce w lidze) ale i w ataku w tym roku Conley i spółka zaskakują. Pod wodzą Dave’a Joergera, Grizzlies zajmują 11 miejsce w ofensywie, co głównie zawdzięczają trójce Gasol-Randolph-Conley. Częsta i fizyczna gra pod koszem z kolei powoduje, że rzucają na bardzo solidnej 45.9% skuteczności, a do tego całkiem nieźle wymuszają faule (średnio 23.4 na mecz) i trafiają na dobrym procencie z linii rzutów osobistych (77.5%). Grizzlies w tym sezonie ewidentnie liczą się w walce o najwyższe cele i każda drużyna się z nimi liczy. Od początku rozgrywek utrzymują wysoką formę i starają się zachować bardzo cenne drugie miejsce na dzikim Zachodzie. Nie ma więc wątpliwości co do tego, że to oni są dzisiaj zdecydowanym faworytem i mecz powinien być raczej jednostronny. Oczywiście jednak czy tak będzie, przekonamy się podczas samej konfrontacji. Początek o 2.00 czasu polskiego.

Prawdopodobne pierwsze piątki:
C. Robert Sacre – Marc Gasol
PF. Carlos Boozer – Zach Randolph
SF. Ryan Kelly – Jeff Green
SG. Wayne Ellington – Courtney Lee
PG. Jordan Clarkson – Mike Conley

Kontuzje:
S. Nash: Ból ple­ców – Out do końca sezonu
J. Ran­dle: Zła­mana kość pisz­cze­lowa – Out do końca sezonu
K. Bry­ant: Zerwany mię­sień w ramie­niu – Out do końca sezonu
R. Price: Łokieć – Out do końca sezonu
N. Young: Kolano – Out

Data:
6 marca 2015, piątek o 2:00 czasu polskiego w hali FedEx Forum, Memphis

POSTGAME Choć wydawało się, że w hali FedEx Forum dominować będzie tylko jeden zespół, tak Jeziorowcy znów sprawili małą niespodziankę i przegrali tylko 90-97. Mało tego – goście osiągnęli na początku czwartej kwarty nawet 10-ciopunktową przewagę i prawdę mówiąc wydawało się, że przerwą swoją serię przegranych. Świetnie grał bowiem Jordan Clarkson, który już wtedy zapisał na swoim koncie wszystkie swoje 25 punktów. W tym momencie jednak Dave Joerger poprosił o czas, a po nim zobaczyliśmy już zupełnie inną drużynę Niedźwiadków. Gospodarze zanotowali najpierw run 9-2, a później 7-0 i po osobistych Gasola wyszli na czteropunktowe prowadzenie na 23 sekundy do końca. Lakers przez niecałe trzy ostatnie minuty nie potrafili zaliczyć celnego trafienia do kosza, co bez problemu wykorzystali zawodnicy Memphis. O wszystkim więc ponownie zadecydowała ostatnia część gry, w której Jeziorowcy nie popisali się swoimi umiejętnościami. Niemniej jednak dla fanów to bardzo dobrze – mogli bowiem zobaczyć emocjonujące starcie, w którym górą okazała się być ekipa, której bardziej zależy na wygranych. Grizzlies tradycyjnie szukali okazji do punktowania spod kosza (54 oczka) i rzadko oddawali rzuty na dystansie (11 prób, z czego tylko jedna okazała się być celna). Statystycznie jednak wydawali się być gorsi od złota i purpury. Podopieczni Byrona Scotta trafiali bowiem na lepszym procencie (46.4% – 44.2%), zaliczyli więcej celnych trójek (3FG 5-12), dobrze spisywali się na tablicy (44 – 42), a dodatkowe także aż dziewięciokrotnie zablokowali swojego rywala, co na pewno wpłynęło na ich pewność siebie pod własną obręczą. Różnicę zrobił jednak ponownie tylko jeden element gry i podobnie jak w spotkaniu z Miami Heat, były to rzuty osobiste. Grizzlies oddali ich aż o 26 więcej (FT MEM 28-33, LAL 7-9), a więc trudno było w tym przypadku liczyć na wygraną 16-stokrotnych mistrzów NBA. Tak jak pisałem kilka dni temu – z taką różnicą w osobistych trudno jest konkurować. Wśród gości najczęściej na linii stawał Clarkson (trzy razy) ale zdobył z niej tylko jeden punkt. Ogólnie jednak uzbierał wspomniane wcześniej 25 oczek, a także 4 zbiórki oraz 6 asyst i był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem w swojej ekipie. Warto wyróżnić jednak także Wayne’a Ellingtona i Wesley’a Johnsona, którzy dodali od siebie po 14 oczek, oraz Jordana Hilla (13 i 8 zbiórek) i ogólnie zostawili po sobie dobre wrażenie.

Liderzy:
Punkty: Jordan Clarkson (25)
Zbiórki: Carlos Boozer (9)
Asysty: Jordan Clarkson (6)
Przechwyty: Carlos Boozer, Jeremy Lin (2)
Bloki: Jeremy Lin (3)

FULL GAME Nie­stety, nie masz upraw­nień aby zoba­czyć ten wpis.
HIGHLIGHTS

Skomentuj